|
|
strona 2 z 3
idź do : 1 3 Zamykam oczy i myślę, kto to będzie? On czy ona??? Nie mam żadnej preferencji płciowej. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, a co pewnie jest obsesją większości matek, to myśl – oby było zdrowe. Jeśli to będzie ona, to prawdopodobnie kiedyś będzie rodzić tak jak ja teraz. A jeśli on? No to będę trochę spokojniejsza, ale martwić się będę o synową. A on – mężczyzna – co on tak naprawdę może wiedzieć o porodzie? Bez obrazy! Jedynie to, co zobaczy i przeżyje razem z żoną w ich wspólnym porodzie. Jeśli będą razem rodzić... Inaczej jest, jeśli mężczyźni są lekarzami. Wtedy wiedzą trochę więcej, ale tylko teoretycznie. Faktem jest jednak, że głównymi eksperymentatorami, a raczej innowatorami porodów w wodzie byli właśnie mężczyźni. Chwała im za to!
Za pioniera porodu w wodzie, działającego w latach sześćdziesiątych XX wieku, uważa się Igora Czarkowskiego z byłego ZSRR. Jednak pierwszy opis porodu w wodzie pochodzi z Francji, z roku 1804. Propagatorem porodów w immersji wodnej w Europie był Michel Odent, który w latach 1978–85 pracował w szpitalu w Pithiviers pod Paryżem, a swoje pierwsze wyniki ogłosił w prestiżowym „The Lancet” w 1983 r. W wielu ośrodkach europejskich porody w wodzie propagowane były od połowy lat osiemdziesiątych XX w. Do Polski dotarły w latach dziewięćdziesiątych i odbywają się zaledwie w kilkunastu ośrodkach. Polskim pionierem w tej dziedzinie jest Klinika Perinatologii Instytutu Ginekologii i Położnictwa AM w Łodzi oraz Katedra i Oddział Kliniczny Położnictwa i Ginekologii Śląskiej Akademii Medycznej w Tychach.
Pierwszy poród w immersji wodnej w Polsce odbył się 1 stycznia 1996 r. pod kierunkiem prof. Tadeusza Laudańskigo w Łodzi. Rok później, 28 stycznia 1997 r., w Szpitalu Wojewódzkim Akademii Medycznej w Tychach na Śląsku odbył się pierwszy poród w wodzie pod kierunkiem prof. Ryszarda Poręby, który jest kolejnym wielkim propagatorem porodów wodnych. „Nigdy nie stawialiśmy sobie za cel, by dzieci rodziły się w wodzie...” – mawiał Michel Odent. „Celem immersji wodnej w porodzie nie jest urodzenie za wszelką cenę dziecka do wody, a głównie – wykorzystanie ciepłej wody dla przeprowadzenia I okresu porodu” – dopowiada Ryszard Poręba.
Proszę bardzo! Mimo tego, że nie rodzili, wiedzieli i wiedzą, jak można pomóc rodzącej kobiecie.
Co, znowu koniec? Ledwie kilka skurczy minęło, a znów wyjście na ląd. Czuję się trochę jak żółwica. Tylko piasku brakuje.
Pomieszczenie do porodu w wodzie, pomimo tego, że szpitalne, jest przytulne. Odpowiada mi jego intymna atmosfera, stworzona przez opiekujące się mną położne. Uspokaja mnie pastelowa kolorystyka ścian i lekko przyćmione światło. Temperatura powietrza wynosi około 26–28°C. To dzięki dodatkowemu źródłu ciepła i niewątpliwie bardzo szczelnym oknom. Temperatura jest ważna ze względu na rodzącą, u której zbyt niska temperatura otoczenia mogłaby wywołać wstrząs termiczny. Odbiór bodźców termicznych z zewnątrz, po wyjściu z ciepłej wody, może być dla rodzącej szokujący. (Obowiązkowo wycierać się w ciepły!!! ręcznik i nakryć ciepłym!!! szlafrokiem).
„W ocenie stanu ogólnego rodzącej należy przed wejściem do wody obowiązkowo zwrócić uwagę na:
– pomiar RR (ciśnienie skurczowe w wodzie wzrasta średnio o 8 mmHg i po kąpieli powraca do normy, rozkurczowe nie zmienia się),
– pomiar tętna – przyspieszone,
– częstość oddechów – przyspieszone,
– temperatura ciała – wzrost średnio o 3°C”.
Z boku przygotowany jest kącik dla noworodka, a przy nim – zestaw do ewentualnej resuscytacji. Może nie kojarzy się on najlepiej, ale na pewno daje poczucie bezpieczeństwa, że jakby co, to sprzęt jest w pogotowiu.
Znów nadchodzi... Teraz skurcze stają się już coraz częstsze. Jakoś sobie daję z nimi radę, ale nie ukrywam, że myślę już o końcu tego porodu. Ile jeszcze? To pytanie stare jak świat... Chyba nie ma rodzącej, która nie zadałaby tego pytania swojej położnej podczas porodu. A położna? Cóż, chciałoby się powiedzieć, że wróżką nie jest, ale dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu jest w stanie mniej więcej określić jego koniec. Oczywiście przy założeniu, że nie zmieni się częstotliwość skurczy, czas ich trwania, a ich wpływ na rozwieranie się szyjki macicy będzie taki jak dotychczas.
Położna stara się nie przeszkadzać w porodzie. Dba o ciszę, a wszystkie czynności wokół mnie wykonuje sprawnie i zdecydowanie. Jej zachowanie jest bardzo taktowne. Czuwa cały czas koło mnie, ale nie przeszkadza mi swoją obecnością. Czuwa nad wszystkim, dzięki czemu daje mi poczucie bezpieczeństwa. Co 15 minut słucha ASP (akcji serca płodu) słuchawką położniczą lub pelotą aparatu KTG (kardiotokografu). Ponieważ aparat ten ma zasilanie elektryczne, jego głowica musi być zabezpieczona gumowym rękawem ochronnym. Przed pierwszą immersją wodną miałam wykonany półgodzinny zapis KTG. Dzięki niemu oceniono ogólny stan dziecka. Ponieważ było ono w świetnej kondycji, pozwolono mi wejść do wody.
Kolejny skurcz. No nieźle. Taka intensywność? To już pewnie niedługo... Ta wanna jest chyba jedną z lepszych, jakie widziałam. Wyposażono ją w hydromasaż, który wcale nie stanowi standardowego wyposażenia takich wanien. Jest dość obszerna, ale może mogłaby być odrobinę większa... Mogę w niej przyjmować dowolne pozycje. Dają mi one oczekiwaną ulgę.
Dobra wanna powinna spełniać kilka warunków, ale najważniejszy z nich to możliwość dojścia położnej z każdej strony do rodzącej. Ideałem byłoby, gdyby wanna z tej strony, z której położna staje do asysty w porodzie, miała specjalne zagłębienie, które umożliwiałoby łatwiejsze przyjęcie porodu. Dla rodzącej ważne jest, aby było jej wygodnie i żeby miała swobodę ruchów, aby bez większego wysiłku zmieniała pozycje ciała i mogła się relaksować dzięki specjalnie do tego celu zamontowanemu hydromasażowi. Zakładam, że będę rodzić w pozycji wertykalnej, ale dla tych kobiet, które chciałyby rodzić w pozycji półsiedzącej, dobre byłoby niewielkie wzniesienie pod pośladki, dzięki któremu lepiej uwidocznione byłoby krocze w trakcie rodzenia się główki. Wanna dodatkowo powinna być wyposażona w uchwyty na ręce i podpórki na nogi.
Do dyspozycji mam również miękką poduszkę, która nie przepuszcza wody. Dzięki niej jest mi znacznie wygodniej – leżąc, mogę położyć ją sobie pod głowę. Widziałam też, że można używać w porodzie małego dziecięcego kółka do pływania, które pełni rolę poduszki lub jest wsparciem dla rąk w pozycji klęczącej. Są wanny, które mają kształt trójkątny, są o tradycyjnym wyglądzie. Są takie, do których jest specjalne schodkowe wejście i takie, które są na tyle niskie, że wchodzi się do nich w sposób typowy. Propozycji kształtu, wyglądu i wyposażenia wanien jest wiele. Praktyczność powinna być stawiana na pierwszym miejscu. Ale prawda jest taka, że obecnie, kiedy porody w wodzie są pewną nowością i nie ma jeszcze ustalonych standardów, wanien do porodów w immersji wodnej jest tyle, ile szpitali, w których można odbywać porody do wody.
Skurcze są coraz częstsze, lecz ciągle jeszcze zachowuję przytomność umysłu. Wysiłek daje się we znaki, ale kondycję mam dobrą. Basen i zajęcia w szkole rodzenia pomogły. Nie wiem, jak rodzą kobiety, które nie przygotowują się kondycyjnie do porodu. Pewnie kiepsko sobie radzą albo mają to szczęście, że rodzą intensywnie i krótko. A może w ogóle sobie nie radzą i wtedy wspomnienie porodu staje się dla nich koszmarem.
Oho! Odpłynęły wody płodowe. Po nodze płynie strużka bezbarwnego, bezwonnego płynu. Na moje szczęście wcześniejsze odejście wód płodowych nie jest przeciwwskazaniem do immersji wodnej. Tak też praktykują na sali porodowej w Tychach. I znowu woda. Super! Od razu lepiej się czuję. Teraz po odpłynięciu wód płodowych czynność skurczowa macicy będzie się nasilać... co może oznaczać, że koniec porodu jest coraz bliższy.
Jak to dobrze, że odpłynięcie wód nie wyeliminowało mnie z dalszego porodu w wodzie. Jest przecież cała lista przeciwwskazań do takiego porodu. Od bardzo ogólnych kryteriów, które muszą być spełnione, aż do szczegółów. Najogólniej mówiąc, w wodzie mogą być prowadzone jedynie prawidłowe porody, czyli takie, które nie wymagają znacznej ingerencji ze strony lekarza czy położnej. Ponadto rodząca w wodzie nie może mieć żadnych obciążeń zdrowotnych, a cała ciąża powinna przebiegać bez komplikacji.
Szczegółowe wskazania do porodu w immersji wodnej są następujące:
– ciąża musi być donoszona,
– przebieg ciąży musi być bez powikłań,
– dziecko musi być odpowiednio położone – główkowo,
– badania laboratoryjne muszą być w normie, nie może być anemii,
– wody płodowe muszą być czyste – jakiekolwiek zazielenienie, oznaczające obecność smółki w płynie owodniowym, jest niedopuszczalne,
– zapis KTG musi być prawidłowy,
– rodząca musi być ogólnie zdrowa, czyli nie powinna mieć: chorób układu krążenia, nadciśnienia, niedociśnienia, chorób naczyń itp.,
– na ciele rodzącej nie może być żadnych zmian zapalnych ani ognisk ropnych, czyli mówiąc bardziej ogólnie – nie może mieć chorób dermatologicznych,
– biocenoza pochwy musi być w normie, czyli nie może mieć chorób infekcyjnych dróg rodnych,
Patologia położnicza, czyli położnicze przeciwwskazania do immersji wodnej:
– przedwczesne pęknięcie pęcherza płodowego przy nieustalonej części przodującej,
– krwawienie z narządu rodnego,
– łożysko przodujące,
– wahanie w tętnie płodu (zagrażająca zamartwica),
– słaby postęp I i II okresu,
– inne wynikające z chorób ogólnoustrojowych, patologii ciąży i porodu.
Kiedy sobie pomyślę o dobroczynnym działaniu wody, którego cały czas doświadczam, i o korzyściach, jakie ona ze sobą niesie dla kobiety rodzącej, a zaraz potem dla jej dziecka, jestem szczęśliwa, że mogę rodzić w wodzie. Gdybym chciała komuś opowiedzieć, jak się w niej czuję, to powiedziałabym, że woda daje mi poczucie rozluźnienia, swobody i lekkości. Przebywając w niej, mogę w spokoju oddychać, poruszać się i zmieniać pozycje. Zanurzenie sprawia, że mogę oderwać się od rzeczywistości i zaufać swojej intuicji. Ponadto woda obniża wydzielanie adrenaliny (hormonu wpływającego na spowolnienie akcji porodowej na tym etapie) i zwiększa wydzielanie hormonów o naturalnym działaniu przeciwbólowym i relaksującym, czyli endorfin, o których już wspominałam. Woda działa również na fale mózgowe alfa, które sprawiają, że rozluźniam się psychicznie oraz na poziomie mięśniowym (zmniejsza się napięcie mięśniowe). To rozluźnienie wpływa na szybsze rozwieranie się szyjki macicy. Delikatny nacisk wody na nerwy przewodzące ból w okolicy kręgosłupa, wpływa na ich mniejszą zdolność do przekazywania impulsów, dlatego w ogóle nie odczuwam bólu w tej okolicy. Przypominam sobie po raz kolejny, że poród w wodzie wpływa korzystnie na tkanki krocza, które z łatwością się rozciągają, rzadziej pękają i nie będzie potrzeby (cały czas mam taką nadzieję) ich nacinania. Z tego, co obserwuję, poród w wodzie przebiega znacznie szybciej od tradycyjnego, a działanie wody można porównać do skutków znieczulenia lub środków przeciwbólowych (efekt ten jest zauważalny po około 20 minutach spędzonych w wodzie).
dodano: 2005-12-13
strona 2 z 3
idź do : 1 3
więcej o praktyce
autora: kliknij TUTAJ
| | |
 Portal
maluchy.pl jest serwisem edukacyjnym. Informacje zawarte na naszych stronach służą
wyłącznie celom informacyjnym. Wszelkie problemy
muszą być konsultowane z odpowiednim lekarzem
specjalistą. Autorzy i firma ITS MEDIA nie odpowiadają za jakiekolwiek straty
i szkody wynikłe z zastosowania zawartych na stronach informacji lub porad.
|