Ciąża i poród

ustaw jako strone startowa

Subskrypcja

Powiadomienia o nowościach


Ostatnio na forum

Urodzić w wodzie... - relacja z porodu

Joanna Syrek-Rawiak - położna
Prywatna Szkoła Rodzenia SAGE-FEMME; Wojewódzki Szpital Specjalistyczny, Wrocław

Joanna Syrek-Rawiak
  

strona 3 z 3                                  idź do : 1  2  

Korzyści płynące z porodu wodnego można scharakteryzować w punktach.

1. Korzyści dla rodzącej:
a) relaksacja rodzącej, czyli poczucie rozluźnienia, swobody i lekkości,
b) relaksacja szyjki macicy i szybsze rozwieranie,
c) relaksacja mięśni miednicy i krocza – dzięki temu rzadziej pęka krocze,
d) szybsze zstępowanie główki w kanale rodnym,
e) łagodzenie bolesności skurczów porodowych,
f) łatwiejsze przyjmowanie dowolnej pozycji w czasie porodu,
g) poprawa przepływu maciczno-łożyskowego,
h) mniejsza potrzeba stosowania środków analgetycznych i rozkurczowych,
i) siła wyporu wody, zmniejszając ciężar macicy, powoduje zmniejszenie nacisku na kość krzyżową rodzącej i zmniejszenie dolegliwości bólowych z tym związanych.

2. Korzyści dla dziecka:
a) krótszy czas I i II okresu porodu,
b) mniejsza możliwość wystąpienia niedotlenienia płodu,
c) ciśnienie hydrostatyczne łagodzi moment dekompresji główki w II okresie porodu,
d) złagodzenie szoku porodowego (tradycyjny poród stanowi dla rodzącego się dziecka ogromny stres – zmuszone jest ono w dość krótkim czasie przejść przez ciasny kanał rodny ze środowiska wodnego, ciepłego i ciemnego do hałaśliwego środowiska z jaskrawym światłem, o znacznie niższej temperaturze – w macicy panuje temperatura 37°C, a na sali porodowej z reguły około 25°C.
),
e) efekt płynnego przejścia (z wody do wody), tj. z worka owodniowego w jamie macicy do drugiego, zewnętrznego o podobnych właściwościach fizykochemicznych,
f) stałość temperatury środowiska,
g) mniejsze oddziaływanie hałasu i światła (w wodzie jest cicho i ciemno), stałość temperatury,
h) dla dziecka poród z wody do wody to płynne, bezstresowe przejście – „wodne dzieci” nie krzyczą, w związku z tym nie otrzymują pełnej punktacji w skali Apgar

Minęło kolejne 30 minut – spacer, słuchanie tętna, badanie... i już wiem, że wkrótce rodzimy! W międzyczasie, jak po każdym kolejnym wyjściu z wanny, położna spuszcza wodę, dezynfekuje wannę i nalewa wodę. Woda pobierana jest z sieci wodociągowej. Zdarzają się porodówki, na których stosuje się sól fizjologiczną lub do zwykłej kranówki dodaje się sól kamienną, która ma przypominać zasolenie płynu owodniowego. Ponieważ jednak sól długo się rozpuszcza, a koszt jej jest wysoki, w wielu ośrodkach porodowych zaniechano jej używania.
Ponieważ wanna jest używana przez wiele kobiet i może być nośnikiem różnego rodzaju drobnoustrojów, wymaga szczególnego nadzoru. Ze względu na bezpieczeństwo rodzącej i personelu porodówki, stosuje się następujące środki ostrożności:
– stacja sanitarno-epidemiologiczna regularnie pobiera z wanny wymazy bakteriologiczne, których prawidłowość jest gwarantem bezpieczeństwa,
– filtry bakteryjne, środki odkażające i wymiana wody w czasie porodu zapobiegają infekcjom,
– wannę i całą armaturę dokładnie się myje i dezynfekuje,
– zwraca się szczególną uwagę na zapobieganie urazom w czasie wychodzenia i wchodzenia do wanny,
– od kobiet zgłaszających chęć rodzenia w wodzie wymagane są następujące badania: WR, HBs, HIV, HPV, badanie moczu i wymaz z pochwy (w zależności od szpitala mogą być pewne różnice w wymaganym zestawie badań).

Skurcz, skurcz, skurcz. Skurcze pojawiają się co dwie minuty. Zdaje się, że ktoś chce się już urodzić. Wskakuję do wody. Cudowne uczucie po raz kolejny. Zaczynam odczuwać popieranie. To oznacza, że naprawdę wkrótce nastąpi poród. Rodzę w wodzie! Nie dam się z niej wyciągnąć. Wiem wprawdzie, że są kobiety, które nie chcą urodzić w wodzie, a wykorzystują ją tylko do analgezji I okresu porodu. Ja nie wychodzę! Powtarzam to tak na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy zaproponować mi coś innego.

Popieranie nie jest przyjemne samo w sobie. Ale jeśli się wie, czemu i komu służy, to aż się chce przeć. Moja koleżanka, opowiadając mi o swoim porodzie, mówiła, że w momencie, kiedy głowa zaczyna przechodzić przez kanał rodny, ma się uczucie, jakby ktoś tam włożył do środka arbuza. Coś w tym odczuciu rzeczywiście jest podobnego... A ty teraz weź i urodź swoje dziecko...

Jest upragnione pełne rozwarcie. „Jeśli chcesz, to możesz popierać” – mówi położna. Z jednej strony radość, a z drugiej wątpliwość: to już??? Zaczynam pracę... Jest ona bardziej radosna i entuzjastyczna aniżeli ciężka. Nadszedł moment kulminacyjny. Tyle czasu, tyle skurczy po to, by mógł teraz nastąpić ten konkretny moment – poród.
No i zaczęło się. Chcesz czy nie, twoje dziecko zaczyna się rodzić. A ty tylko nie panikuj! Wsłuchuj się w to, co dyktuje ci twoje ciało i skurcz po skurczu delikatnie popieraj – powtarzam sobie w myślach, jakbym sama instruowała rodzącą. Kiedy przypomnę sobie jeszcze o pomocnej sile ciążenia, to już naprawdę jestem spokojna. No maleńki – wychodź!




Fot. 2. Rodząca się główka





Fot. 3. Tuż przed urodzeniem się barków





Fot. 4. Rodzi się tułów



Uczucie zaskakujące. Czuję, jak coś twardego, a raczej ktoś (czyjaś głowa) – choć jest to dość abstrakcyjne odczucie – przechodzi przez obręcz mie­dnicy kostnej i usadawia się w dnie miednicy. Oczy mam zamknięte, ale widzę wszystko oczyma wyobraźni. Krok po kroku odczucia ubieram w obrazy, które zapamiętałam z porodów swoich pacjentek. Cały mechanizm porodu odbieram jakbym była ­rodzącym się dzieckiem. Jakbym sama dokonywała tych wszy­stkich wewnętrznych zwrotów. Teraz, kiedy główka jest już namacalna w szparze sromowej, mogę jej dotknąć. To niesamowite przeżycie. Dotykam główki swojego dziecka!!! W takiej sytuacji nawet nie przyszłoby mi do głowy kogokolwiek się krępować... Staram się zachowywać naturalnie i spontanicznie, to bardzo mi pomaga i nikogo nie dziwi. Kontakt z dzieckiem, gdy dotykam jego głowy, gdy wiem, że już za moment będzie ze mną, choć w tym ostatnim momencie jest jeszcze we mnie, napełnia mnie zachwytem. Jak na granicy między tym, co już było i tym, co dopiero się stanie.

Teraz już wiem, już mam tę pewność, że jeszcze jedno, dwa parcia i będzie z nami. On – ten ktoś, na którego nie możemy się już doczekać. Wybieram pozycję kuczną. Bardzo mi odpowiada, jest wygodna. Krocze mam zanurzone w wodzie. Czuję rodzącą się, rozpierającą mnie głowę. Nikomu nie pozwalam dotknąć swojego krocza. Wszystko jest pod moją kontrolą. Krok po kroku, delikatnie wyłania się potylica, aż nagle ciach i... urywa mi się film. Nie mdleję, nie tracę kontaktu z rzeczywistością, ale wiem, że mnie tam nie ma. Coś nagle dzieje się beze mnie, bez mojej świadomości. Ale mimo tego działam jak automat. „Pamiętaj, przy wydobyciu dziecka z wody ma być skierowany głową do dołu i potylicą do góry” – powtarzam w myślach bezwiednie ten sam tekst, jak mantrę. Moja położna cały czas czuwa nade mną, obserwuje mnie i pozwala mi robić to, co robię, czyli po prostu rodzić swoje dziecko. Za to zaufanie i swobodę działania jestem jej wdzięczna do dziś. Dziękuję jej za to, że nie narzuciła mi swojego sposobu rodzenia. Maryniu, wielkie dzięki!




Fot. 5. Chwilę przed wynurzeniem





Fot. 6. Moment wynurzenia





Fot. 7. Odśluzowanie na piersi mamy




Gdy wróciłam do rzeczywistości i wiedziałam, co się ze mną dzieje, byłam już po urodzeniu barków i nagle, zupełnie nieoczekiwanie, zobaczyłam pływającego w wodzie małego człowieczka. To mój syn. Ten widok to przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. Dostrzegłam go poruszającego się w wodzie. Boże! Jest! Urodziliśmy!!!
Pilnowanie tego, aby główka dziecka była pod wodą jest dla niego niezwykle ważne. Instrukcja obsługi porodu informuje, że dziecko przez 30 sekund przebywa pod wodą, przytrzymywane przez położną, przystosowując się do działania siły ciążenia poza łonem matki, a gdy zaczyna się silniej ruszać, jego głowę wynurza się nad powierzchnię wody, potylicą skierowaną ku górze – a najlepiej całą główką skierowaną ku dołowi. Wtedy następuje niczym niewymuszony oddech.
Teraz jeszcze tylko odpępnienie, urodzenie łożyska, oglądnięcie obrażeń krocza po porodzie i poród będzie zakończony. Jaka ulga! Instrukcja prowadzenia porodu mówi, że okres przebywania noworodka pod wodą (ułożonego poniżej poziomu macicy, co umożliwia dostarczenie noworodkowi prawidłowej ilości krwi) powinien wynosić 30 sekund, a po wydobyciu na powierzchnię odpępnienie powinno nastąpić po dalszych 10–20 sekundach. Noworodek ułożony natychmiast po porodzie na brzuchu matki otrzymuje około 30 ml krwi mniej.

Mój mąż przecina pępowinę. Jest to symbol, który oznacza zakończenie naszego porodu i usamodzielnienie się naszego dziecka. Celowo napisałam naszego, bo chociaż do tej pory specjalnie nie wspominałam o swoim mężu i jego uczestnictwie w porodzie, to faktem jest, że był on cały czas przy mnie. Stanowił dla mnie jakby dodatkowy środek przeciwbólowy. Jego obecność działała na mnie kojąco. Był cały czas moim asystentem, pomagał mi we wszystkim, o co go prosiłam. Nie miał ze mną lekko, ale... mnie też lekko nie było. To, że był ze mną w chwili narodzin naszego dziecka, jest i będzie dla mnie zawsze bardzo ważne!!! Myślę, że dla niego też, choć może jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Pomógł mi samym faktem bycia ze mną. Wspierał mnie emocjonalnie i dawał całkowite poczucie bezpieczeństwa. Jemu też bardzo za to uczestnictwo dziękuję!

Teraz maluch leży w moich ramionach. Jest taki nieporadny i oczywiście najpiękniejszy na świecie. Położna otuliła go ciepłą pieluchą, a mnie dała nagrzany ręcznik, w którym opuszczam wannę. Woda z wanny została spuszczona. Teraz jeszcze muszę urodzić łożysko. Mogę to zrobić w pustej wannie lub przejść na fotel ginekologiczny, na którym i tak lekarz będzie sprawdzał porodowe obrażenia tkanek narządu rodnego. Decyduję się na wyjście z wanny. W asyście męża przechodzę na fotel, a maluch w tym czasie zostaje przejęty przez panią neonatolog, która sprawdza prawidłowość wszystkich jego odruchów i ocenia go według skali Apgar. Chwilę po tym mój mąż zmierza w kierunku kącika noworodka, żeby „nadzorować” wszystkie czynności wykonywane przy „jego-naszym” dziecku. To klasyka zachowań męskich po porodzie. A może po prostu amok poporodowy i bezgraniczna miłość do naszego synka od pierwszych chwil jego bycia z nami.
Dzieci urodzone w wodzie zachowują się inaczej niż dzieci po porodzie tradycyjnym. Są spokojniejsze, nie krzyczą (wielu pediatrów tego nie lubi!) i wyglądają jakby powoli budziły się ze snu. Trzeba zapewnić im kontakt z wodą jak najdłużej i nie wolno spieszyć się z zaciskaniem i przecinaniem pępowiny. Najlepsze i najważniejsze przy porodzie w wodzie to spokój i rozwaga. Ocena stanu dziecka według skali Apgar może dawać zadziwiające wyniki – z powodu braku krzyku, dziecko nie osiąga nigdy 10 punktów. Urodzone w stanie bardzo dobrym, w bardzo sprzyjających mu warunkach, może osiągnąć niższą punktację niż noworodki z porodów tradycyjnych. Faktem jest, że Wirginia Apgar, opracowując swoją skalę, nie brała pod uwagę noworodków rodzonych w wodzie.

Krocze w trakcie porodu nie zostało nacięte – hurrrrra! Udało się. Woda i pionowa pozycja w porodzie pomogły! Lekarz ogląda, czy wszystko w obrębie kanału rodnego jest w całości – wykonuje kontrolę szyjki macicy i krocza. Znowu się udało. Jest tylko jedno małe pęknięcie, które kwalifikuje się do założenia jednego szwu. Analizując przebieg porodu, muszę przyznać, że dzięki aktywności i wodzie jego czas skrócił się o jakieś 2–4 godzin.

Jesteśmy już tylko we troje. Ja, mój ukochany mąż i nasze dziecko, nasz syn. Teraz, kiedy jest już po wszystkim, mogę powiedzieć „urodziłam w wodzie” lub – jak kto woli – „urodziłam w immersji wodnej”, „odbyłam poród podwodny”, „urodziłam do wody”. Jakby tego nie nazywać, chodzi o to samo. Cieszę się, że udało mi się urodzić w wodzie, że zupełnie nieoczekiwanie przed moim rozwiązaniem na oddziale porodowym pojawiła się wanna do porodów wodnych. Żałuję jedynie, że tak mało jest w Polsce miejsc, w których kobiety mogłyby rodzić swoje dzieci do wody. W salach porodowych bywają wanny, ale służą one tylko immersji wodnej w pierwszym okresie porodu.
Ogromne zainteresowanie przyszłych matek, położnych i położników tym rodzajem porodu pozwala żywić nadzieję, że oddziałów tych będzie przybywało. Na podstawie swoich doświadczeń i zdobytej wiedzy jestem przekonana, że warto rodzić w immersji wodnej i że taki poród jest bezpieczny. Wiedząc, jak wiele jest dobroczynnych oddziaływań wody na organizm kobiety rodzącej i jej dziecka, wyrażam przekonanie, że niebawem powinna być to jedna z powszechniejszych form rodzenia. Obecnie jedynym problemem jest brak wanien tego typu w obrębie sal porodowych. Należy mieć nadzieję, że jest to chwilowe i wiąże się tylko z kwestią pozyskania lub wygospodarowania odpowiednich funduszy na ich zakup. Przeszkolenie personelu do przyjmowania porodów podwodnych pozostaje formalnością.

Porody w wodzie przebiegają szybciej niż tradycyjne, są mniej krwawe, bardzo korzystnie wpływają na rodzącą i jej dziecko, a obserwując rodzącą, ma się poczucie, że rodzi bez większego trudu. Poród w wodzie jest po prostu porodem pięknym i dużo lżejszym niż tradycyjny.
dodano: 2005-12-13

strona 3 z 3                                  idź do : 1  2  

więcej o praktyce autora: kliknij TUTAJ           

 

więcej artykułów tego autora:
  Zastój pokarmowy (całej piersi lub miejscowy)
  Przygotuj się na czas po porodzie...


Portal maluchy.pl jest serwisem edukacyjnym. Informacje zawarte na naszych stronach służą wyłącznie celom informacyjnym. Wszelkie problemy muszą być konsultowane z odpowiednim lekarzem specjalistą. Autorzy i firma ITS MEDIA nie odpowiadają za jakiekolwiek straty i szkody wynikłe z zastosowania zawartych na stronach informacji lub porad.

2002 - 2012    ITS MEDIA, kontakt: redakcja@maluchy.pl | Nasze banery i logo | Reklama u nas | Kontakt | Praktyki | Centrum prasowe