Advertisement

ciąża i poród

dziecko

kobieta

dla dzieci

rodzina

podróże

zobacz koniecznie

Walka bez przyczyny

-
Błyskotliwy sukces: podwójna moc atrakcji na terenie narciarskim Ski Juwel Alpbachtal Wildschönau fot. Odżywianie dożylne pozwala na uratowanie nawet 99% skrajnych wcześniaków.
- Rodzice wcześniaka pod żadnym pozorem nie mogą się obwiniać za to, że dziecko urodziło się za szybko. Wcześniactwo nie ma przyczyny. To życie jak każde inne, tylko trzeba o nie dużo mocniej walczyć - mówi 33-letnia Ewelina Naumczyk z Lublina, matka 2-letniej Antosi, która urodziła się jako skrajny wcześniak już w 27. tygodniu ciąży. W przypadku tak wczesnych narodzin, niemal każda godzina w szpitalu jest dla rodziców i lekarzy walką o przeżycie dziecka.

Jakim dzieckiem jest Antosia?

- Po pierwsze żywiołowym, czasami nawet aż za bardzo. Po drugie czułym, lubi wdrapać się na kolana, pogłaskać i dać buziaka. Po trzecie, jest niewiarygodnie uparta. W odróżnieniu od pozostałej trójki moich dzieci, 14-letniego Gabriela, 8-letniego Jana i 6-letniej Olivii, wszystko musi być po myśli Antosi. Ma dopiero dwa latka, ale mój mąż, Tomasz, śmieje się, że mała swoim uporem mogłaby obdzielić kilka osób.

Może to właśnie ten upór pozwolił jej przeżyć, gdy przychodziła na świat na niemal trzy miesiące przed terminem?

- Tak to sobie tłumaczę. Uparta była jednak nie tylko Antosia, ale też mąż i ja, no i lekarze ze szpitala, którzy każdego dnia o nią walczyli.

Jak wyglądały pierwsze dni po porodzie?

- Początkowo z całych sił starałam się być nastawiona sceptycznie. To, co działo się z nią w pierwszych dniach, nie pozostawiało bowiem właściwie żadnych złudzeń, że może przeżyć. Była skrajnym wcześniakiem, urodziła się w 27. tygodniu ciąży. Miała przyjść na świat w grudniu, a to był wrzesień. Jej stan był bardzo ciężki, lekarze i pielęgniarki także starali się nie wlewać we mnie nieuzasadnionej nadziei, choć cały czas walczyli o każdą jej godzinę. Potem jednak stałam godzinami przed salą z inkubatorem, w którym leżała Antosia, wpatrywałam się w nią i modliłam, żeby przeżyła. Dopingowałam ją, mówiłam do niej: „Przetrwaj to, walcz, rusz się, dasz radę córeczko”. Na szczęście mnie posłuchała.

Szpital stał się pewnie dla pani drugim domem.

- Tak, można tak powiedzieć. Nawet gdy spałam w domu, to budziłam się nierzadko w środku nocy i jechałam do szpitala, bo czułam, że coś może być nie tak, że stało się coś niedobrego. Tomasz, mój mąż, wziął wówczas na siebie opiekę nad pozostałą trójką dzieci, a ja poświęciłam cały swój czas Antosi. Któregoś razu odwiózł mnie do szpitala, a w miejscu, gdzie na co dzień leżała Antosia, zastałam pusty inkubator. Oczy zaszły mi łzami, byłam pewna, że to koniec. Okazało się jednak, że jej stan poprawił się wtedy na tyle, że została przeniesiona do innej sali. Poczułam się, jakbym w kilka chwil przewędrowała całą drogę z piekła do nieba.

W jaki sposób i kiedy dowiedziała się pani, że dziecko urodzi się za szybko?

- Od początku to była ciąża wysokiego ryzyka, niemal całą przeleżałam w łóżku, czy to szpitalnym, czy domowym. Około 27. tygodnia, czyli na trzy miesiące przed terminem, miałam jechać do szpitala na badania USG. W samochodzie odeszły mi wody i wówczas było już wiadomo, że do planowanego terminu porodu, tj. 22 grudnia, nie da się dotrzymać ciąży.

Zdawała sobie pani sprawę z tego, co oznacza urodzenie wcześniaka?

- Kompletnie nie. Człowiek nie bierze tego w ogóle pod uwagę, a potem musi zdobywać wiedzę z dnia na dzień, w miarę rozwoju sytuacji. Gdy Antosia przyszła na świat, ważyła zaledwie 1140 gramów, była skrajnym wcześniakiem, czyli dzieckiem urodzonym przed 32. tygodniem ciąży. Każdy dzień był walką o przeżycie i to walką na całego. Trzeba sobie uświadomić, że wcześniak to nie tylko „małe dziecko”, tylko dziecko, które rodzi się w stanie krytycznym i balansuje cały czas na granicy życia i śmierci.

W jaki sposób dowiedziała się pani o odżywianiu dożylnym i czy wiedziała pani wcześniej na czym ono polega?

- Nie, wcześniej nie miałam o tym bladego pojęcia. Dobę po urodzeniu pielęgniarka zapytała mnie o pokarm dla małej, to były może trzy kropelki mleka i podanie ich miało na celu tylko stymulowanie układu pokarmowego. Od pierwszych chwil narodzin Antosia była bowiem karmiona dożylnie, to właśnie z worków żywieniowych otrzymywała substancje odżywcze, które pozwalały jej przetrwać. Większą ilość naturalnego pokarmu, niż te wspomniane kilka kropelek, jej organizm po prostu by odrzucił.

Personel szpitala wprowadził panią odpowiednio w tematykę odżywiania dożylnego?

- Tak, od pierwszego dnia tłumaczono mi, że ta mieszanka to „samo dobro”, coś, co sprawia, że dziecko nie jest obciążone, co pozwoli jej przeżyć. Do tego miała całe serie badań i lekarze na bieżąco korygowali jej zapotrzebowanie na poszczególne składniki - pod tym kątem dobierano potem kolejne mieszanki. Bez odżywiania dożylnego Antosia na pewno by nie przetrwała, tak jak każdy inny skrajny wcześniak.

Ile czasu trwała kuracja?

- Łącznie 48 dób. Nawet ostatniego dnia pobytu w szpitalu była jeszcze dokarmiana w ten sposób, w międzyczasie zaczęto podawać jej też pokarm dojelitowo, przez sondę. Gdy byliśmy już w domu, przyzwyczajenie córki do naturalnego pokarmu było bardzo trudne, zaledwie 40 ml mleka podawałam jej przez około godzinę, a dla zwykłego noworodka taka porcja to przecież zaledwie kilka łyków.

A dzisiaj? Antosia odżywia się już bez problemów?

- Najmniejszych. Antosia jest dziś normalnym, zdrowym i wspaniale dorastającym dzieckiem. Z dużym apetytem!

Patrząc z perspektywy czasu, co poleciłaby pani rodzicom, którym urodził się wcześniak?

- Przede wszystkim nie można pozwolić, by ten problem nas załamał. Trzeba być wsparciem dla dziecka, przekazywać mu dobrą energię i wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Warto dopytywać się o wszystko lekarzy, a także pielęgniarki, mam z nimi same dobre wspomnienia. Bardzo dobrym pomysłem jest też dołączenie do grup wsparcia, czy to w mediach społecznościowych, czy tradycyjnymi drogami, bo takie grupy często tworzą się przy szpitalach. Najlepszym źródłem wiedzy są bowiem rodzice, którzy ten trud mają już za sobą. Pomogą, wesprą, wskażą odpowiedni kierunek. Pod żadnym pozorem nie należy się za to obwiniać za zbyt wczesne urodzenie dziecka. Wcześniactwo nie ma przyczyny. To życie jak każde inne, tylko że trzeba o nie dużo mocniej walczyć.



____________________________________________________________________________________

Partnerem sekcji „Wcześniaki” jest Nutrico, szpital specjalizujący się w sporządzaniu wieloskładnikowych mieszanin do żywienia dożylnego.

Walka bez przyczyny - dodano: 2015-12-15

Portal maluchy.pl jest serwisem edukacyjnym. Informacje zawarte na naszych stronach służą wyłącznie celom informacyjnym. Wszelkie problemy muszą być konsultowane z odpowiednim lekarzem specjalistą. Autorzy i firma ITS MEDIA nie odpowiadają za jakiekolwiek straty i szkody wynikłe z zastosowania zawartych na stronach informacji lub porad.