Maluchy.pl logo    

Zobacz: Warszawa dla dzieci


Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

Start new topic Reply to this topic
91 Stron V   1 2 3 następna ostatnia   
> Nieortodoksyjny MM.
kasiarybka
post Wed, 15 Sep 2010 - 16:04
Post #1


Gość







Pomocy Aniu, Bogusiu, dziewczyny.
Potrzebuje zrzucić 10 kg i zmienić całkowicie nawyki żywieniowe.
Pofolgowałam sobie, dałam przyzwolenie na grzeszki i 10 kg wpadło. Na forum MM byłam i się podłamałam, to co muszę kupić troche mnie przerosło.
Ania Twój post w wątku o świadomym konsumencie dał mi nadzieje.
Napisz proszę cos więcej jak znajdziesz chwilę.
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
wiewiórczak
post Wed, 15 Sep 2010 - 16:33
Post #2


Grupa: Użytkownicy
Postów: 2,279
Dołączył: Wed, 30 May 07 - 17:51
Nr użytkownika: 14,671




Nie wiem na jakim forum MM byłaś, ale polskie są bardziej ortodoksyjne niż francuskie, a na jakimś francuskim pisuje córka pana M, który niestety nie tak dawno zmarł.

Dla mnie to metoda jedzenia, pozwalam sobie na grzechy, bo niestety nie wiem ile % śmietana była podawana w mizerii na ciocinym obiedzie, ale zjadłam z grillowanym kurczakiem i przeżyłam imprezę będąc na MM.

Ostatnio basmati + jogurt nat i cynamon jada cała rodzina na śniadanie, więc nieortodoksyjnych przybywa w mym domu.

Stosuję rysunek pomocniczy - wisi na lodówce:



Go to the top of the page PM
 
Quote Post
kasiarybka
post Wed, 15 Sep 2010 - 16:35
Post #3


Gość







Wiewiórczak RATUNKU Twój rysunek mi sie nie otwiera icon_sad.gif to znaczy otwoera mi sie stronka albumowa icon_sad.gif
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Ika
post Wed, 15 Sep 2010 - 16:47
Post #4


Grupa: Administratorzy
Postów: 23,517
Dołączył: Wed, 26 Mar 03 - 20:57
Skąd: Warszawa
Nr użytkownika: 127




Podpinam się, mam 12 kilo do zrzucenia... 37.gif


--------------------
Ika
mama Oskara zwanego kiedyś Żuczkiem (8.12.2001)


i Leny, zwanej Nutką, czasami Kropką ;) (12.07.2010)



___________________________________________________________
Jeśli ktoś bardzo chce zrobić z siebie idiotę, należy mu na to pozwolić.
----------------------------------------------------------------------------
Kiedy ktoś obgaduje Cię za plecami, oznacza to tylko, że go wyprzedziłeś ;)

**********************
Mam pełną skrzynkę PW? Napisz na maila: ika@maluchy.pl
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Bogusia123456
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:01
Post #5


Grupa: Użytkownicy
Postów: 6,154
Dołączył: Fri, 28 Mar 03 - 11:18
Nr użytkownika: 162




Kasiu, ja przyznam, ze nie wiem za bardzo od czego zaczac...?
Moze przykladowe menu, sniadania, obiady?
.

Mysle ze odstepstwa sa OK ale metoda prob i bledow bo od osoby do osob to moze rozne efekty dawac.

Moja nieortodoksyjnosc wynikala po czesci z ignorancji bo przez jakis czas uczylam sie tych zasad ( a ze nie lubie instrukcji obslugi czytac ...icon_wink.gif ) i organizm podpowiadal mi co ujdzie mi plazem a co niekonie.
Awokado np uszlo, oliwki tez itd.

W moim przyp akurat sniadanie jest kluczowe( sklad, moment i fakt spozycia).
Plus trzymanie sie por innych posilkow ale to w MM jedna z podstaw.

W przyp sniadania mozliwe ze moj slimaczy metabolizm ma z tym zwiazek (ogolnie podobno dla kazdego sniadanie i to bogate w weglowodany nadaje tempo metabolizmowi na reszte dnia wiec przy tym smilaczym tym bardziej)

Po prostu potrzebuje porzadnego kopa weglowego zeby system rozruszac. Wegle i troche aktywnosci.
Czyli rano, po zwleczeniu sie z lozka w ciezkich bolach- do kuchni i tam pol grapefruita albo sok z cytryny i woda-pol szkl okolo.
Nastepnie bardziej lub mniej aktywne fizycznie 15 min-pol godziny

w hardcorowej wesji­ rowerek stacjonarny ale i zwykle szwedanie sie, odkurzenie przedpokoju, wyniesienie smieci itd
Idealnie nawet dluzej bo moj zoladek wolno sie budzi ,
acz wspomniane kwasy pomagaja mu w tym.
Nastepnie sniadanie.
Zwykle platki owsiane i suszone morele albo sezonowe (truskawki, jagody, maliny) i mleko odtluszczone.
Bez ograniczen ilosciowych.
Po tym kawa arabica czy herbata ( u mnie z mlekiem odtluszczonym)

Inna wersja to pieczywo pp. Z maslem orzechowym i ogorkiem albo kawalkami moreli suszonych( moj maz jest funem:) ), ryba ( np sardynka z puszki czy makrela w sosie wlasnym, kawalek lososia i ogorek) W wersji mnej ortodoksyjnej- rzeczone pieczywo z oliwa z oliwek, wkrojonym pomidorem, cebulka, czosnkiem i sola morska.
Tez pieczywo z pesto/pasta z suszonych pomidorow albo grillowanych warzyw,
z domowym dzemem-nawet poza sezonem mozna szybko zrobic, np z zamrozonych owocow )
Jeszcze kilka innych mozliwych ale to moje stale raczej

Bywa ze muffiny upieczone dzien wczesniej z pp, kakao, jakies owoce do srodka sezonowe albo i nie
Albo nalesniki z pp z dodatkiem bialka tylko, na maslance.
Takie placki z jablkami.

Na krotkie wyjscia zw z wiekszym wysilkiem fizycznym czy opoznieniem posilku ew owoce swieze lub suszone, migdaly czy orzechy, czekolada
75% lub wyzej
Przepraszam za ew dziwne literowki. Mysz oszalala i mi w rozne miejsca skacze



--------------------
Gloria 15, Ella 13, Lily 12, Olive 11, Archie 9, Merlin 6
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Bogusia123456
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:04
Post #6


Grupa: Użytkownicy
Postów: 6,154
Dołączył: Fri, 28 Mar 03 - 11:18
Nr użytkownika: 162




potwierdzam za wiewiorczakiem icon_smile.gif
Na facebooku jest tez strona MM ktora do niedawna Montignac z corka prowadzili. Teraz ona kontynuuje.
Tam mozna tez pytac i ciekawych rzeczy sie dowiedziec( acz od mojego MM sie specjalnie nie rozni chyba)


--------------------
Gloria 15, Ella 13, Lily 12, Olive 11, Archie 9, Merlin 6
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
skanna
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:17
Post #7


Grupa: Użytkownicy
Postów: 11,963
Dołączył: Tue, 05 Aug 03 - 08:50
Skąd: Wrocław
Nr użytkownika: 970

GG:


CYTAT(kasiarybka @ Wed, 15 Sep 2010 - 16:04) *
Pofolgowałam sobie, dałam przyzwolenie na grzeszki i 10 kg wpadło. Na forum MM byłam i się podłamałam, to co muszę kupić troche mnie przerosło.


Kasia, to co tam kupić kazali? Bo ja z początków mojego MM pamiętam, że z nowości to głównie fruktoza, dżem z fruktozą, zlokalizowanie odpowiedniego pieczywa i to właściwie tyle. Gdybym nie używała w kuchni soczewicy, to pewnie soczewicy bym jeszcze szukała, ale miałam. Natomiast jeśli chodzi o resztę, to bardziej powiedziałabym, że "czego nie kupować" niż "co kupić".


Tutaj masz maluchowy wątek montiniakowy - Twoje przepisy też w nim są icon_smile.gif


--------------------
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
kasiarybka
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:27
Post #8


Gość







Skan makarony, chleb, mąka z pełnego, fruktoza.
Ja sie nie dam rady nauczyc tych wszystkich zasad, ciągle się myle, wciąż muszę zagladac do notesu....wrrrrr, jestem wsciekła sama na siebie.
A to czerwonych owoców nie moge, a to zielonych nie moge icon_wink.gif
Nie wiem co moge, czego nie moge, zamotałam sie kompletnie, a bardzo chciałabym się wciągnąć, bo zauważyłam że wszyscy po MM maja fajne, zdrowe podejście do jedzenia a o tym marzę najbardziej.


edit. tam rzeczywiście są moje przepisy, ja nawet nie wiedziałam, ze montiniakowe 37.gif 23.gif
ale wiesz o co mi chodzi najbardziej ?
Co mam jeśc w pierwszej fazie, co w drugiej, co w trzeciej, jestem zagubiona totalnie, bo ja w ogóle nie jestem poukładana, muszę miec wszystko w punktach, żebym mogła sie po prostu dostosować icon_smile.gif
Wiewiórczaku kocham Cie za tą ściągę !!

Ten post edytował kasiarybka Wed, 15 Sep 2010 - 17:35
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
skanna
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:41
Post #9


Grupa: Użytkownicy
Postów: 11,963
Dołączył: Tue, 05 Aug 03 - 08:50
Skąd: Wrocław
Nr użytkownika: 970

GG:


Dasz radę, to nie jest takie skomplikowane, jak się wydaje.
Mąki PP nie kupuję w ogóle, pieczywo musisz sobie zlokalizować, da się, tylko trzeba u*****liwie czytać etykietki lub wypytywać w lokalnych piekarniach.

Zapamiętaj najbardziej podstawowe rzeczy na początek. Rzeczy, których nie wolno zupełnie, jest naprawdę niewiele. Rzeczy, których nie wolno łączyć ze sobą, jest znacznie więcej - tu taki najprostszy podział, który najłatwiej zapamiętać wymyśliła kiedyś Doruśka nie łączymy zbóż (i wszystkich ich pochodnych) z tłuszczami. Tłuszcze to mięso, jajka, nabiał od 18% w górę.
Nabiał dzielimy na ten do 1,5% (wtedy nie jest tłusty) i na ten od 18% w górę. Chudy możesz łączyć ze zbożami, tłusty tylko z warzywami i mięsem.
I to właściwie wszystko na początek, jeszcze odstępy między posiłkami - 4 h po węglowym, 3 po tłuszczowym. I już i na tym jedziesz na początek, stopniowo rozszerzając wiedzę icon_smile.gif

Makarony z pszenicy durum masz absolutnie wszędzie, to żaden problem.

Ja ostatnio zdecydowanie za mało ortodoksyjna jestem, bo nie mam kuchni i jem gdzie i co popadnie, ale ogólnie MM uwielbiam zwłaszcza za to, że oduczyło mnie podjadania. A to imho jeden z największych wrogów zgrabnej sylwetki.


--------------------
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
kasiarybka
post Wed, 15 Sep 2010 - 17:47
Post #10


Gość







Bardzo dziekuje za wskazówki, zapraszam , zapraszam wszystkie wtajemniczone, czekam niecierpliwie na wpis Ani Rosy, bo te Jej - 20 mi zaimponowało !
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Villi
post Wed, 15 Sep 2010 - 19:15
Post #11


Grupa: Użytkownicy
Postów: 3,630
Dołączył: Thu, 24 Apr 03 - 12:07
Nr użytkownika: 630

GG:


Kasiu ja tylko dodam picie. Jak najwięcej. Woda (1,5l), pu-erh, herbata biała, zielona, owocowa. Mi dziennie 3 litry wszystkiego wychodziły na pewno. Zauważyłam że jak dziennie dużo wypiję to ewentualne grzechy bez konsekwencji szły.
Tyle że starałam się nie pić do posiłku (ponieważ ja rano tak nie umiem, dośniadania wypijałam kubek maślanki lub kefiru i kawę)a 20 min przed/po.


--------------------
If you can't be a good example -- then you'll just have to be a horrible warning.
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Rosa
post Wed, 15 Sep 2010 - 23:14
Post #12


Grupa: Użytkownicy
Postów: 13,317
Dołączył: Thu, 27 Mar 03 - 16:42
Skąd: Z Tąd
Nr użytkownika: 152




zwrócę się do jujki, żeby nie otować w świadomym.

Generalnie rozumiem temat po Twoich tłumaczeniach, a zestawiłam Twoje dwa posty, bo jak nic pokazują pięknie, że własnie nie da się podskoczyć wyżej tyłka, co niektore panie proponowały w tamtym wątku icon_twisted.gif
podejście ortodoksyjne znam, ale Ciebie też znam. Jesteś imho jedną z najbardziej impulsywnych i emocjonalnych osób tu piszących, co mnie, jak dobrze wiesz, w dyskusjach doprowadza do szewskiej pasji zresztą, więc mogę Ci od razu powiedzieć- zaoszczędzając Twój cenny czas- że praktykowanie MM w takiej formie, w jakiej obecnie to czynisz, skończy się tym, że pewnego dnia dopadniesz lodówki i wpie.przysz pół wołu zagryzając to rafaello i popijając colą.
Daję Ci moje słowo, że taki będzie finał.
Aktualnie to umęczanie się dietą w jej drakońskim wydaniu jest jeszcze perwersyjnie masochistyczne, więc jakoś się trzymasz.
I odczuwasz zapewne dumę, że idzie dobrze, kilogramy lecą, a ze dodatkowo się przy tym umartwiasz to jest specyficzna wartość dodana, której część osób nie zrozumie, ale ja na przykład rozumiem, bo mam bardzo podobną konstrukcję dietetyczną. I wiem, że to początkowo uskrzydla, bo im bardziej daje się sobie w kość, wypruwa żyły na zakupach, pompuje energię i widzi efekty, tym większy psychiczny i fizyczny haj.

Jednak za jakiś czas- może dwa tygodnie, może miesiąc, nie wiem- ta fasada puści i na placu boju zostanie po prostu bardzo głodna i bardzo nieszczęśliwa Jujka, ktorej zabrano czekoladki i bułeczki (czy co tam wprawia Cię w ekstatyczny dygot) i ta Jujka bedzie chciała JEŚĆ.
Po orgii żarcia poczujesz się do du.py, nic niewarta i gruba.

Ponieważ zaliczyłam takich faz już parę, w tym jedną na ostrym MM wyglądającym podobnie do tego, co opisujesz, mogę powiedzieć, że dla impulswynych i kompulsywnych grubasów zalecenia są następujące:

1. grzech nie uniemożliwia zbawienia. Przerwanie diety i zjedzenie kawałka ciastka nie oznacza, że własnie się skasowało pięć tygodni chudnięcia i przegrało bitwę o życie. Po wrąbaniu niedozwolonego ciastka należy sobei to wybaczyć (piszę to najzupełniej serio i potraktuj to poważnie, bo to jest klucz: naprawdę nalezy to sobie wybaczyć i pozbyć się poczucia winy), a następnie zjeść kolejny posiłek zgodnie z regułami MM.
To bardzo wazne: przerwanie diety nie oznacza kontynuacji grzeszenia. Czyli jeśli zjesz tort czekoladowy u cioci to nie powoduje to zawieszenia diety na resztę dnia i włączenia myślenia "od jutra wracam na MM, a dziś jeszcze wpylę wafelka, piwo i sałatkę jarzynową". Nie. Skończ to czekoladowe ciastko, popij herbatką i na tym sprawę grzechu zamykasz. Wieczorem zjadasz zaś normalny montiniakowy posiłek.
Dla mnie odkrycie tej zasady stało się przełomem, pozwoliło mi to wyhamowywać "pęd ku dietetycznemu zatraceniu" przez to, że przyznałam sobie prawo do niedoskonałości i błędów w ograniczonym, ale jednak istniejacym, zakresie.

2 Część ludzi jedzących kompulsywnie, zajadających lęk, nerwy, poczucie nieszczęścia, zawsze będzie traktować pożywienie nie jako paliwo biologiczne, a jako źródło szczęścia i odprężenia. W pewnym sensie stosowanie przez nich diet jest wielkim autooszustwem, ponieważ my tak naprawdę nie jesteśmy w stanie długofalowo być szczupłe.
Różnica między szczupłą i grubą Rosą polega wyłacznie na miliardach miliardów endorfin, ktore szczupła Rosa musiała dobrowolnie i z wielkim poświęceniem oddać, aby stać się szczupłą. I choć jako szczupła osoba doswiadcza rozmaitych przyjemności (zakupy mniejszych rozmiarów, uczucie bycia seksowną i wiele, wiele innych) to jednocześnie sposób, w jaki funkcjonują jej emocje nie uległ żadnej zmianie.
I Rosa nadal w chwili rozpaczy, stresu, strachu, obniżenia samooceny sięgnie po jedzenie, ktore będzie miało za zadanie ukoić jej stres. Wyzwolić ukochane endorfiny. Kupi sobie za 1,20 gr mleczną Princessę, tani kawałeczek osobistego szczęscia na dwie błogie minuty.
To jest zaklęty krąg, z którego można się uwolnić tylko w jeden sposób: przywrócić jedzeniu jego pierwotną i właściwą funkcję bycia paliwem. Nalezy się nauczyć jeść, żeby żyć, a nie odwrotnie
A to z kolei oznacza, że należy dojść (na ogół poprzez niestety terapię) do tego, o co w mechanizmie "jedzenia za szczęście i szczęścia za jedzenie" tak naprawdę u nas chodzi.
Co sobie zajadamy? Jakie krzywdy wyrównujemy? Czego się boimy? Co załatwia nam emocjonalnie zjedzenie pół wołu?

Odpowiedzi na te pytania są trudne, nieprzyjemne i zupełnie nieoczywiste, natomiast jedno jest z całą pewnością jasne: bez przejścia tego procesu nie schudnie się trwale.


3. dopóki nie dojrzeje sie do wykonania kroku opisanego w punkcie drugim, warto wiedzieć, że stosowanie metody jujkowej czyli "jestem koszerna, mam moc" oznacza, że z chwilą pozbycia się koszerności traci się całą moc, a nie jej na przykład ćwiartkę. I wtedy zostaje się na lodzie całkowicie, rozpaczliwie i beznadziejnie.
Dlatego nalezy się nauczyć tego, co opisałam w punkcie pierwszym oraz równocześnie należy się nauczyć kontrolować odruch pragnienia bycia koszernym
Kompulsywne żarłoki ten odruch mają zawsze, bo nie uznają półśrodków, dlatego albo żrą wszystko, albo są na rygorystycznej diecie. Albo też próbują czegoś pośredniego i są głęboko nieszczęśliwi nie wpadając w swoją ulubioną skrajność, gdyż tylko skrajności zapewniają im emocjonalne poczucie bezpieczeństwa, bo innych stanów poza skrajnościami nie znają.

Dlatego nauczenie się kontrolowanego grzeszenia- i o tym jest punkt trzeci- nie jest wcale proste i być może będzie wymagało początkowych porażek, aby w końcu to przyswoić.
Ważne jest, aby nie przekraczać tygodnia koszerności, bo wtedy znów zacznie się ciąg perwersyjnego masochizmu.
Jeśli nasze ścisłe trzymanie się dowolnej diety trwa dłużej niż tydzień (MM/SB) to warto świadomie pozwolić sobie na jakieś odstępstwo i zjeść niedużą ilość tego, na co ma się ochotę. Mogę powiedzieć z doświadczenia, że to wbrew pozorom pomaga utrzymać się na diecie, ponieważ stanowi emocjonalne odwentylowanie się, a to jest absolutną podstawą.
W momencie, kiedy kontrolujemy nasz grzech, grzech przestaje mieć nad nami wladzę- obrazowo mówiac.

Co jest wazne: najgorszym wyborem kompulsywnego żarłoka są diety restrykcyjne, ograniczające kalorie oraz ilość. Ponieważ one tak naprawdę ograniczają nasze szczęście (tzn. na poziomie fizycznym i emocjonalnym dokladnie tak to odbieramy, nawet jeśli na poziomie intelektualnym w żadnym razie się z tym nie zgadzamy), a to oznacza, że spektakularna porażka jest tylko kwestią czasu.
Szczególnie myślę tu o Cambridge, HerbaLifie, ale też diecie 1000 kcl.
Tak naprawdę jedynymi dietami dającymi (przy jednoczesnej pracy nad punktem drugim) możliwość wyjścia na prostą są MM, SB, Dukan (o ile komuś służy) i wszystkie diety dające możliwość dożywotniej realizacji programu. W żadne kopenhaskie, owocowe, kapuściane i inne nie ma się nawet co bawić, to tylko strata czasu, pewności siebie i powiększanie amplitud jo-jo.
Po jakimś czasie- ale nie powiem jakim, to każdy sam musi ocenić, z tym że mówimy na pewno o okresie dłuższym niż rok stosowania jednej z powyższych diet- można zacząć próbować systemu "mniej żreć".
Jeśli przyspieszycie ten proces, "mniej żreć" wkrótce się zamieni w "żreć odrobinkę więcej" i ani się obejrzycie, a wylądujecie w punkcie wyjścia zajadając smutki kolosalnymi ilościami jedzenia. Kilogramy wrócą w nadmiarze.


Kończę mając nadzieję, że komuś powyższe choć trochę coś rozjaśniło, dochodziłam do tego latami i wiem na pewno, że nie jestem wyjątkiem.
Przepraszam, że nie napisałam o konkretach przepisowych, ale to co wyżej uważam za fundament, bez którego typ kompulsywnego żarłoka długofalowo nie schudnie.
Powyższy tekst będzie całkowicie zrozumiały dla kobiet, ktore należą do typu kompulsywnych żarłoków, i całkowicie niezrozumiały, czy wręcz głupi, dla kobiet, ktore nie doświadczyły tego schematu na włąsnej skórze, bo odchudzają sie kosmetycznie (wahania wagowe do 5 kg).
Jeśli Twoja amplituda wagi przekracza 10 kg to tekst prawdopodobnie jest o Tobie.

a.


--------------------
Pierwsze:




Drugie:


Go to the top of the page PM
 
Quote Post
pirania
post Thu, 16 Sep 2010 - 08:26
Post #13


Grupa: Użytkownicy
Postów: 8,193
Dołączył: Mon, 07 Apr 03 - 14:10
Skąd: przy kompie
Nr użytkownika: 471




Rosa to jest swietny tekst icon_smile.gif


--------------------
kiedy?, w ogóle, mia?am przemy?lenia a teraz mam pranie, list? zakupów spo?ywczych
i ubezpieczenie emerytalne ustawione jako sta?y przelew. by http://zimno.blog.pl/


http://opsesyjna.blox.pl/html

Obudzi?am w sobie zwierz?, niestety to koala.

Go to the top of the page PM
 
Quote Post
jujka
post Thu, 16 Sep 2010 - 08:28
Post #14


Grupa: Użytkownicy
Postów: 13,216
Dołączył: Wed, 02 Apr 03 - 09:52
Skąd: Ząbki
Nr użytkownika: 279

GG:


Rosa... po pierwsze podchodzę do tego postu po raz któryś... jestem w pracy... kursując między ubikacją (w której mogę złapać trzy głębokie wdechy) a pokojem, w którym usiłuję pisać rozumiem co masz na myśli pisząc "Jesteś imho jedną z najbardziej impulsywnych i emocjonalnych osób tu piszących, co mnie, jak dobrze wiesz, w dyskusjach doprowadza do szewskiej pasji ". Mam niestety (czego NIE ZNOSZĘ) oczy w mokrym miejscu, a w pracy raczej trudno wyspowiadać się z króliczych gał... To jest dowód na tą moją cholerną emocjonalność (która uwierz mi... daje mi czasami zdrowo po kościach i której nie lubiłam strasznie, nauczyłam się jednak z nią żyć i nawet ją trochę rozumieć). Piszę to nie dlatego, że usiłuję pokazać, jaka jestem biedna... tylko dlatego, że trafiłaś w absolutne sedno... Rosa, ja się odchudzam całe życie. Właśnie z takimi "kwiatkami", o których piszesz... najpierw ortodoksja i MOC... potem koszmarny kanał i sprzątanie żarcia, jakby za karę. Jedzenie nie ma dla mnie wymiaru jakościowego, raczej ilościowy... i jak dopadam... to już potem liczy się wyłącznie osiągnięcie haju, który następuje po dawce wypełniającej mnie do granic możliwości fizycznych 37.gif I kojarzę wtedy siebie z moimi sukami, które z natury rzeczy posiadają synonim "śmietnik". Jem to, co wpadnie mi w ręce. Jedynym kryterium jest przydatność do spożycia... Potem oczywiście jest faza upragnionych endorfin, choć moja d... bezlitośnie rośnie... Ja to Rosa właśnie zrozumiałam... za co Ci bardzo dziękuję... myślę, że zmieniłaś coś w moim życiu... Po raz kolejny jestem Twoją dłużniczką...

Ad. 1. Symbolem mojej walki i mojego uporu są orzeszki w czipsach. Takie w czerwonej torebce. Nie ma na świecie NICZEGO, co wprowadzałoby mnie w równie ekstatyczny taniec kubeczków smakowych. No więc walczę z tymi orzeszkami. W czasie trwania diety łypię na nie czasami, są zawsze w szafce. Niejednokrotnie wygrywam... a kiedy zaczynam się wykładać, to właśnie na nich... I pamiętam do dziś, jak pierwszy raz jechałam na Montim i właśnie wżarłam taką małą paczkę... całą... Zadzwoniłam do Kaśkirybki rozpłaszczona kompletnie, orzekając że właśnie absolutnie zaprzepaściłam całą dietę... na co Kaśka powiedziała mi "ej, jujka... to tylko orzeszki! Nie jesteś do niczego!"... co było dla mnie odkryciem naprawdę porównywalnym do eureki... Nie jestem do niczego... nawet jak zjadłam paczkę durnych orzeszków... W tej chwili, przy kolejnym podejściu do diety, po raz pierwszy w życiu poprosiłam Męża, żeby te cholerne orzeszki sobie gdzieś schował. Po prostu nie chcę ich widzieć i nie chcę, żeby się nade mną znęcały... Chodzi jednak o to Rosa, że ja nie umiem zgrzeszyć kawałkiem ciasta u cioci... gdybym zaczęła grzech... skończyłabym naładowaniem żołądka po brzegi... 37.gif

Ad. 2. To jest święta racja... Pamiętam, jak zadałaś Dziewczynie z forum w wątku o diecie pytanie "czy w tej chwili jesteś szczęśliwa". To też mną telepnęło. Bo faktycznie... jak jestem, jak się nie boję, jak nie uciekam, nie tyję.. nie wpadam... nie ćpam - mówiąc prosto z mostu. Jak dzieje się coś, co zaburza moje poczucie bezpieczeństwa... zaczyna się haja - jak pięknie mówią Ślązacy... W tej kwestii uparcie twierdzę, że takie jedzenie, jakie prezentuję jest nałogiem. Czymże różni się od "żyć, aby pić" czy jakiegokolwiek innego nałogu? Niczym. Poza rodzajem haju. Dla alkoholika to będzie stan upojenia, dla mnie to jest stan wypełnienia żołądka. Natomiast i u alkoholika, i u mnie problem polega na tym, że oblicza się życie pod kątem tego, ile i jak będzie można wypić/zjeść... Gdyby był klub AG, byłabym jego wiernym uczestnikiem...

Ad. 3. Skrajność to moje drugie JA. Właśnie pojęłam bardzo wiele mechanizmów, które kierują moim jedzeniem...

Żeby już nie wybebeszać się bardziej... Wydrukuję sobie Twój post i powieszę na lodówce. I chyba jednak rozejrzę się za jakąś terapią. I chyba jednak uwierzyłam, że ze swoją otyłością jestem w stanie sobie poradzić. I kocham to forum i kocham ludzi na tym forum (tak, wiem... emocje, skrajności, jazda po bandzie, ale NAPRAWDĘ tak właśnie czuję).

Dzięki Rosa...


--------------------
Jujka, mama Córci Julci


i Synka Tymka



Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa.
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
tissaia
post Thu, 16 Sep 2010 - 10:41
Post #15


Grupa: Użytkownicy
Postów: 7,515
Dołączył: Thu, 05 Jan 06 - 14:39
Skąd: Kielce, kiedyś Kraków
Nr użytkownika: 4,476

GG:


Wiewiórczak - zrób jakoś tak z tym rysunkiem, zeby go było widać po powiększeniu, dobraaaa?

Ja na MM trwam z różnym powodzeniem, ale po Dukanie to dieta tysiąca smaków icon_wink.gif Robię na pewno błędy w zestawieniach pokarmów i łamię zasady czasem ale staram sie trwać.

Zarzucam śledzia na wątek.


--------------------



Nie bój się wielkiego kroku - nie pokonasz przepaści dwoma małymi.



www.pozawszystkim.blox.pl
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
skanna
post Thu, 16 Sep 2010 - 10:46
Post #16


Grupa: Użytkownicy
Postów: 11,963
Dołączył: Tue, 05 Aug 03 - 08:50
Skąd: Wrocław
Nr użytkownika: 970

GG:


CYTAT(tissaia @ Thu, 16 Sep 2010 - 10:41) *
Wiewiórczak - zrób jakoś tak z tym rysunkiem, zeby go było widać po powiększeniu, dobraaaa?


a Ctrl + nie wystarczy? U mnie się całkiem ładnie powiększa icon_smile.gif

Edit: i po powiększeniu wypatrzyłam jeden błąd - tuńczyk w sosie własnym to taki zwierz, co go można absolutnie ze wszystkim - bo to czyste białko.

I w ogóle - to schemat MM czy z Zuzla?

Ten post edytował skanna Thu, 16 Sep 2010 - 10:50


--------------------
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Bogusia123456
post Thu, 16 Sep 2010 - 11:29
Post #17


Grupa: Użytkownicy
Postów: 6,154
Dołączył: Fri, 28 Mar 03 - 11:18
Nr użytkownika: 162




CYTAT(Rosa @ Wed, 15 Sep 2010 - 23:14) *
Przepraszam, że nie napisałam o konkretach przepisowych, ale to co wyżej uważam za fundament, bez którego typ kompulsywnego żarłoka długofalowo nie schudnie.
Powyższy tekst będzie całkowicie zrozumiały dla kobiet, ktore należą do typu kompulsywnych żarłoków, i całkowicie niezrozumiały, czy wręcz głupi, dla kobiet, ktore nie doświadczyły tego schematu na włąsnej skórze, bo odchudzają sie kosmetycznie (wahania wagowe do 5 kg).
Jeśli Twoja amplituda wagi przekracza 10 kg to tekst prawdopodobnie jest o Tobie.



Roso rozpoznaje ten schemat choc akurat nie u siebie, a u pewnej bliskiej mi osoby.
I nie o nadwyzki wagowe nawet chodzi ale o jedzenie owszem ( i inne konsekwencje takiego podejscia do jedzenia)
Do calkiem niedawna jeszcze uznawalam takie restrykcyjne podejscie za sile godna pozazdroszczenia.
Niestety oswiecenie przyszlo wraz z obserwowanymi porazkami i ich konsekwencjami.


--------------------
Gloria 15, Ella 13, Lily 12, Olive 11, Archie 9, Merlin 6
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
kasiarybka
post Thu, 16 Sep 2010 - 12:01
Post #18


Gość







Ania ten fragment:
CYTAT
Kompulsywne żarłoki ten odruch mają zawsze, bo nie uznają półśrodków, dlatego albo żrą wszystko, albo są na rygorystycznej diecie. Albo też próbują czegoś pośredniego i są głęboko nieszczęśliwi nie wpadając w swoją ulubioną skrajność, gdyż tylko skrajności zapewniają im emocjonalne poczucie bezpieczeństwa, bo innych stanów poza skrajnościami nie znają.

to ja. Dokładnie taki jest mój schemat, a przynajmniej taki był do tej pory.
Wiesz z tymi grzeszkami, to ja też odkryłam, ze pozwolenie sobie na coć pysznego, na co dzień nam zakazanego, ma zbawienny wpływ na dietę, bo rozładowuje emocje, napięcie, taki pełny stan gotowości.
Zaczynam montiego własnie z takim nastawieniem Ania, o którym piszesz, zeby nie katować siebie, nie ustawiac w głowie tej diety jako walki na smierć i życie.
Kiedy odstawiłam alkohol, bardzo wiele nauczyłam sie o sobie. Musiałam odpowiedziec sobie na te wszystkie pytania, jakie umiesciłaś w swoim poście, rzeczywiście to było bardzo trudne, bo musiałam przyznac sie do wielu spraw, które były dla mnie niewygodne, które mi pokazały, że muszę w siebie włożyć mnóstwo pracy, żeby zaakceptowac siebie z całym inwentarzem.
Czyli najpierw poukładać emocje, zrozumieć siebie jakby od nowa, nauczyć sie bycia szczęśliwym jakby pomimo wszystko i dopiero wtedy zacząć uczyć się jeść mniej impulsywnie, co z czasem doprowadzi do fajnej sylwetki.
Rozumiem Twój post sercem Ania, wiem dokładnie o czym napisałas, czuję i czułam dokładnie to samo.
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
Potwór z Bagien
post Thu, 16 Sep 2010 - 12:18
Post #19


Grupa: Użytkownicy
Postów: 5,797
Dołączył: Sun, 13 Apr 03 - 19:47
Skąd: Wrocław
Nr użytkownika: 569




Ja jestem nieortodoksyjna, generalnie stosuję to o czym na początku pisała Skanna, proste zasady.
Myślę, że najważniejszym co udało mi się osiągnąć ( poza - 3,5 kg) to przewartościowanie w głowie: przede wszystkim cukier to zło, coś co jest zbędne, niepotrzebne, truje, uzależnia i wogóle pewnie doprowadzi do upadku naszą cywilizację. I tak odzwyczaiłam się od słodyczy co budzi oczywiście ogromne zdziwienie otoczenia ( "wiesz ja bym tak nie mogła...") czasem pozwalam sobie na grzeszek w postaci sezamków albo chałwy ( co dziwne: ja nigdy nie lubiłam chałwy, natomiast po odwyku mój organizm zaczął się jej co jakiś czas domagać, dziwne?) albo suszonych owoców.
No i powstało w mojej głowie dodatkowe skojarzenie = biała mąka = cukier = zło icon_wink.gif

No i nie mogę mleka i jego produktów: wysypka albo swędzenie icon_sad.gif więc mi trochę trudniej na MM niż tym, którzy mogą.

Reszta to zasada niekatowania się a ja doszłam do takiego punktu, że niejedzenie słodkości nie jest dla mnie katorgą z czego jestem bardzo dumna icon_smile.gif

Acha mimo grzeszków utrzymuję stałą wagę od czerwca, montiniakowo odżywiam się od lutego.


--------------------
Ola mama Maksia (luty 2002)

liberała goń, goń, goń...

Moherowy świat...
Go to the top of the page PM
 
Quote Post
gravida
post Thu, 16 Sep 2010 - 14:43
Post #20


Grupa: Użytkownicy
Postów: 1,298
Dołączył: Mon, 16 Nov 09 - 06:28
Nr użytkownika: 30,154




Moim zdaniem w odchudzaniu jest jeszcze jeden kruczek, ktory jest megawazny - utrzymanie wagi. I stad to wszystko o czym pisze Rosa jest tak wazne -> trzeba sobie samemunajpierw odpowiedziec na serie pytan; czemu chce schudnac, jak chce schudnac, jak to utrzymam, gdzie sa moje slabe punkty i jak sobie z tym wszystkim poradze psychicznie. Bo nie ma mozliwosci, ze zawsze bedzie pelna para w gwizdku podczasodchudzania i utrzymywania wagi,z awsze znajdzie sie slabszy moment. I wlasnie, zeby nie poplynac, ale pozwolic sobie na wentyl bezpieczenstwa, z gory zalozyc co i w jakich ilosciach wolno zrobic.
Przeszlam milion diet, kapusciane, cambridge, jakies inne dziwadla, az wreszcie jakis efekt uzyskalam na montignaku wlasnie. Wcale nie stosujac sie ortodoksyjnie do zasad (w poczatka zagladalam na wspomniane tu forum Zuzla i tam juz sa za ostre zasady wg mnie, nie dla mnie), ale przyjmujac ogolne zalozenia. Wydrukowalam i zalaminowalam sobie wlasnie ten zestaw co i jak laczyc, co ktos wkleil powyzej. Nigdy nie doszlam tez do etapu drugiej fazy icon_wink.gif Ale to juz moja psychika icon_wink.gif Dodatkowo zmodyfikowalam zalozenia diety pod siebie, czyli liczylam kalorie i BTW, bo takie poukladanie i trzymanie sie wytycznych mi akurat pozwala sie trzymac w ryzach lepiej. Nawet teraz podczas ciazy, licze kalorie i BTW oraz trzymam sie z grubsza zalozen MM, bo w sumie, czemu nie. Weszlo mi to w krew i jakos pozwala zachowac rownowage. Jedno, z czym mi teraz ciezko to wlasnie brak grzeszkow, na ktore ze wzgledu na dziecko (mam cukrzyce i musze trzymac diete) nie moge sobie pozwolic. Kiedy sie odchudzalam i chodzilo tylko o mnie, to sobie od czasu do czasu pozwalalam na odstepstwo, nawet na slodycz, w tej chwili nie moge i juz przechodzac obok wszystkich cukierni mna telepie... 04.gif
Najtrudniejsze jednak dla mnie po zrzuceniu ~25 kilogramow, dlugiej walce (ladnych pare lat z efektami jojo, a te 20+ kg zrzucalam w sumie poltorej roku) bylo utrzymanie wagi i nie zachlysniecie sie tym, ze juz "cel osiagniety", to treraz nagroda i obficie zastawiony stol.
Owszem, stol sobie zastawic mozna raz, bo czemu by nie, zoladek i tak jest mniejszy po diecie i sie nie wciagnie tyle, co kiedys icon_wink.gif Ale grunt w tym, zeby nie poplynac. I to niestety jest trudne. System, jaki wymyslilismy sobie z mezem jest dosc naiwny, ale skuteczny - raz, ze skladamy sobie nawzajem obietnice. Wiadomo, ze nie bedziemy chcieli zlamac danego slowa, a druga strona ma prawo zwolnic tylko 1 raz w miesiacu z przyrzeczenia. Dodatkowo ustalilismy sobie system kar i nagrod. Jesli przez caly miesiac udalo nam sie trzymac swoich planow, to sobie wybieralismy knajpke, albo ustalalismy co sobie ugotujemy i wtedy celebrowalismy jeden wieczor kompletnej rozpusty icon_smile.gif Natomiast jesli zlamalismy zasady, to w nastepnym miesiacu wieczor rozpusty znikal z kalendarza. Dzialalo do czasu, az zaszlam w ciaze icon_wink.gif
Oczywiscie kazdy bedzie to sobie inaczej ustawial, ale grunt to znalezc na siebie sposob. Znam ludzi, ktorzy sobie kase wrzucali do swinki za kazdy dzien przykladnej diety, a potem kupowali cos wymarzonego/niepotrzebnego ale fajnego/gadzeciarskiego itd.


--------------------
Go to the top of the page PM
 
Quote Post

Start new topic Reply to this topic
91 Stron V   1 2 3 następna ostatnia 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:

Wersja Lo-Fi Aktualny czas: Thu, 24 May 2012 - 01:03
lista postów tego wątku
ciąża i poród dziecko kobieta dla dzieci rodzina podróże zobacz koniecznie
© 2002 - 2012  ITS MEDIA, kontakt: redakcja@maluchy.pl    |   Nasze banery i logo  |  Reklama u nas  |  Kontakt  |  Centrum prasowe
redakcja portalu pracuje na komputerach chronionych przez symantec