CYTAT(menenka @ Tue, 10 May 2011 - 15:20)

Bardzo dziękuję Rosa za odpowiedź. Ta organizacja chyba na wiele się nie zda, bo tam we Francji chyba ten rodzaj zapłodnienia jest bardzo kosztowny, a tak jak wspomniałam na dawczynię (bezpłatnie) trzeba czekać kilka lat (brat wspominał, że nawet do 10), chyba, że znajdą sami jakąś, ale to nie wchodzi w grę. Nie sądzę, aby chcieli szukać pomocy w tamtym kraju.
Co do rejestru dawców i anonimowości dawczyni - chodzi o to, że raczej nigdy się nie dowiedzą, ani dziecko nie będzie miało takiej możliwości, żeby dowiedzieć się kto był dawczynią, tak? Dobrze rozumiem? Bo jeśli tak to chyba z emocjonalno-psychologicznego punktu widzenia chyba lepiej?
moim zdaniem zdecydowanie gorzej, osobiście lobbuję za dawstwem jawnym wedle modelu brytyjskiego i robię, co się da, aby popularyzować je w Polsce. Na moje silne przekonanie wpłynęła po prostu lektura badań prowadzonych w rodzinach biorców, a także badań dorosłych dzieci. W skrócie: tak wielka tajemnica działa destrukcyjnie na rodzinę i niemal zawsze w końcu wypłynie, więc w interesie psychologicznym i emocjonalnym dzecka jest wiedzieć od początku, jaka jest historia rodziny. Co więcej wiele rodzin biorców buduje wokół swojego doświadczenia pozytywną opowieść i ostatecznie doświadczenie biorstwa wzmacnia więzi między rodzicami i między rodzicami i dziećmi. Z kolei w rodzinach, gdzie rodzice decydowali się zataić przed dzieckiem fakt jego pochodzenia, badania więzi wypadały zdecydowanie gorzej niż w grupie z jawnym biorstwem i w grupie kontrolnej.
Przyjmuje się, że obecność tajemnicy konstytuującej rodzinę (sekret spajał rodziców) działała bardzo niszcząco na rodzinę włącznie z jej rozpadem i bardzo często była wyczuwana przez dziecko, które nie znało treści sekretu, ale czuło, że chodzi o coś wielkiego. To oczywiście wpływało na relacje w rodzinie.
Podsumowując: najwyższa jakość więzi emocjonalnych była w rodzinach, gdzie przed dzieckiem nie ukrywano, że przyszło na świat dzięki darowi serca dawcy. Potem była grupa kontrolna z rodzinami naturalnymi i na końcu grupa z rodzinami, które ukrywały przed dzieckiem fakt biorstwa- tam był największy wskaźnik problemów wychowawczych i utratu wzajemnego zaufania.
Badania pokazują,że dawstwo anonimowe się nie sprawdza, a więc powtarzają konkluzję, którą od 30 lat znamy dzięki badaniom nad jawnością adopcji. Potrzeba poznania swojego pochodzenia jest jedną z najsilniejszych ludzkich potrzeb i nie da się jej skutecznie ani bezkarnie stłumić.
W odróżnieniu od inseminacji czy in vitro, in vitro z dawstwem nie jest wyłącznie rozwiązaniem problemu niepłodności, ale jest także rodzajem póładopcji ze wszystkimi tego skutkami.
A więc dziecko powinno mieć prawo poznać swoje biologiczne korzenie, jeśli kiedyś poczuje taką gotowość i chęć. Jesli nie jest to prawnie możliwe (W Polsce nie jest, we Francji o to walczą) to powinno przynajmniej wiedzieć, że posiada odrębne dziedzictwo biologiczne.
Właśnie MAIA ma świetne opracowania na ten temat, ma również ksiązeczki dla dzieci urodzonych dzięki dawstwu, które bardzo przystępnie i serdecznie tłumaczą tę sytuację. Wybranie drogi polskiej jest z całą pewnością szybsze i wygodniejsze, ale niestety również całkowicie bezrefleksyjne, bo w Polsce nikt się na serio nie zajmuje psychologicznymi aspektami dawstwa i biorstwa.
A one są i istnieją, niestety w Polsce jest o nich cicho, bo jeszcze nie dorosła pierwsza duża grupa dzieci z dawstwa. W Wielkiej Brytanii ta sytuacja przewaliła się z wielkim hukiem kilka lat temu, kiedy do głosu doszły dorosłe dzieci i wywalczyły swoje prawa.
a.