Maluchy.pl logo

To jest uproszczna wersja wybranego przez Ciebie wątku
histeria czy problem psychologiczny? wymiękam.......
Kliknij tutaj aby przejśc dalej i przeczytać pełną wersję


madziak75
POczytałam sobie właśnie wasze posty dotyczące rozwszczanych rozhisteryzowanych kilkulatków i niby trochę mnie to pocieszyło, (bo jakoś wśród moich znajomych dzieci takie ułożone, że aż boli... icon_redface.gif ).

Ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Moja trzy z kawałkiem letnia Zosia jest w zasadzie całkiem fajna, do dogadania się, zdarzają się spięcia ale jakoś udaje mi się coś tam jej wytłumaczyć i git. Czasami jednak miewa takie napady [użytkownik x] jakby była ostro walnięta (czyt. nienormalna). Na przykład: poszłyśmy do domu babci po Hanię i ona mówi, że chce kubusia play. Ja jej na to, że babcia nie ma ale dam jej w domu. Normalnie moje dziecko powiedziałoby, że ok, ale tym razem awantura. Rzuca się na ziemię, wrzeszczy tak, że pewnie będzie teraz miała chrypę przez kilka dni, kopie nogami i tak wygląda jakby w jakimś amoku była. Nic do niej nie dociera. Wali nogami i rękoma. Chcę ją przytuliś i pocieszyć (chociaż wiem, że to mnie ktoś powinien pocieszać... icon_evil.gif ), a ona nic, wyrywa się i wrzeszczy jeszcze głośniej. No to ja z innej beczki, podnoszę głos i mówię, że ma natychmiast przestać, bo (i tu wymyślam jakąś karę: nie ma bajki, albo nie ma słodyczy, albo coś tam). Ale gdzie tam! Wrzeszczy jeszcze bardziej. Wiecie co, mnie nie chodzi o to, że wrzeszczy, tylko w jaki sposób ona to robi. Jakby dostała jakiegoś ataku szału. I to w zasadzie bez powodu, no bo co to za powód? icon_eek.gif

Totalnie nie wiem co z tym robić. Acha, dodam jeszcze, że w nocy też często krzyczy coś przez sen, kopie i zachowuje się trochę podobnie (chociaż trochę łagodniej). Jak mam reagować. Czy iść do psychologa? Pomóżcie, bo świra dostanę.....
Maciejka
Nie powiem Ci co robic, bom ja nieuczona psychologicznie, ale powiem ci, ze Mackowi jakiś czas temu zdarzały się takie ataki [użytkownik x]. Takie z wrzaskiem, kopaniem, rzucaniem czym popadnie. Któregos dnia zdemolował swój pokój, tzn. wywalił wszystkie zabawki, rzucał nimi. Bałam się, ze cos sobie zrobi. Ale szczerze mówiąc przeczekałam to. Wchodziłam co jakiś czas do pokoju i mówiłam, żeby się uspokoił i posprzątał zabawki. Trwało to dość długo, po jakimś czasie wywrzeszczał się i przyszedł do mnie. Wtedy spokojnie z nim porozmawiałam chociaz się we mnie gotowało. No i niestety musiał posprzatać. Od zawsze wyznaje zasade, ze o ile nie robi sobie krzywdy to zostawiam az się wywrzeszczy. Nawet na ulicy czasami stałam nad nim, przeganiając "życzliwych", którzy próbowali mi "pomóc" i czekałam aż sam wstanie i się uspokoi. A jak był mnirjszy to czasem po prostu zanosiłam do domu takiego wierzgającego. Teraz nie mam na to szans.
madziak75
Ja też zanosiłam do jej pokoju, i mówiłam, że jak przestanie wrzeszczeć to może do mnie przyjść. No ale co zrobić jak już przyjdzie skruszona? Zamęczać i moralizować, karać udawać że nic się nie stało? icon_eek.gif icon_eek.gif icon_eek.gif icon_cry.gif icon_cry.gif icon_cry.gif

Ale żebyście widziały tą furię. Normalnie jakby to nie była ona... icon_cry.gif
Ciocia Magda
moje dzieci też tak robią - coraz rzadziej na szczęście.

W takich sytuacjach zazwyczaj mogę sobie sama podziękować - zazwyczaj nie nakarmiłam ich na czas, czasami chodzi o spanie.
chojnol
Ja nie karam, nie prawię morałów. Staram się zrozumieć, nie pocieszam na siłę. Jeśli przeszkadza mi krzyk, proszę żeby wykrzyczała się w swoim pokoju, Jula już jest trochę starsza i wie że jak będzie mnie potrzebować to może zawsze przyjść po pocieszenie. Wiem, że dla dorosłych większość dziecięcych powodów do histerii to głupie błahostki, natomiast dla dzieci te problemy są olbrzymie, nie radzą sobie z nimi. Powód do wzmożonej histerii u Julki jest przeróżny, głównie chodzi o zmęczenie materiału wink.gif
Nie lekceważ problemów, nie wyolbrzymiaj. Dziecko też człowiek, ma prawo przeżywać swoje negatywne uczucia, jeśli Cię denerwują - odejdź, uspokuj się. U nas ta metoda działa najlepiej.
Coffee
MOJ DWULATEK TEZ TAK MA..OD KILKU DNI...O BYLE CO..KLADZIE SIE NA PODLOGE I WRZESZCZY
ROBI TO Z PREMEDYTACJA
PONIEWAZ JA NIEREAGUJE A NAWET WTEDY WYCHODZE Z POMIESZCZENIA GDZIE ON JEST A ON NAWOLUJE
"MAMUSIA CHOC ZOBACZ CO MASIU ROBI!"

JA NIE REAGUJE WIEC ON WSTAJE I PRZYCHODZI DO MNIE
SZCZERZE..BOJE SIE TAKIEGO ATAKU GDZIES NA ULICY..BO WTEDY PRZECIEZ ..NIE WYJDE icon_eek.gif
agabr
Coffe , przeczytaj jeszcze raz to co napisalas i zxobacz takie okreslenia

- o byle co-
w klasyfikacji czyjej?

- robi to z premedytacja-
czyli jak , zna tylko ten sposob zwrocenia uwagi?

- Mamusia chodz zobacz

a to nie jest tak ze on za wszelka cene zwraca na siebie Twoja uwage , bo ewidentnie adresatka jestes Ty.

-boje sie takiego ataku na ulicy- ale dlaczego???

Wiesz co , to moze i jest bunt dwulatka , tylko, ze w buncie dwulatka o cos innego idzie wg mnie sa to dzialania majace na celu ewidentnie zwrocenie na siebie uwage a nie problemy z odreagowaniem zlosci czy poszukiwaniem granic wlasnego ja.b
aneea
Madziak, to co by mnie zaniepokoilo, to krzyki w nocy i niespokojny sen. Bo to zazwyczaj oznacza, ze dziecko faktycznie sie z czyms meczy i moze to COS ja przerasta..
madziak75
No właśnie. Ale tak jest praktycznie od zawsze, nie od kilku dni czy tygodni. Bunt dwulatka to już też chyba nie jest.... I chyba nie chodzi o zwracanie uwagi na siebie, bo podobnie było przed pojawieniem się Hani. Ona jest po prostu strasznym nerwusem icon_confused.gif

Zosia bardzo często w nocy krzyczy coś, kłóci się z kimś, kopie strasznie nóżkami. Czy wasze dzieci też tak mają? Może chociaż czasami? Czy w ogóle?
madziak75
A skoro nie wiem z czym się męczy, to może jednak do psychologa??? icon_confused.gif
aneea
Madziak, ja wierze w intuicje. Matki maja szczegolna intuicje, ktora podpowiada im, kiedy dzieje sie cos niedobrego z dziecmi.
Juz kilka razy bylo tak, ze lekarz, inni ludzie mowili, ze jest wszystko w porzadku, a ja czulam, ze nie jest. Po czasie okazywalo sie, ze rzeczywiscie nie bylo, a tylko ja znajac swoje dziecko jak nikt inny potrafilam to odczytac, zauwazyc.
Jesli cos Cie niepokoi uwazam, ze powinnas pojsc do lekarza, chocby dla tzw. swietego spokoju.
asia2108
No to i ja sie dopiszę.

Marcin tez ostatnio ma ataki histerii, wszystko na nie.

Wczorajszy wieczór. Marcin pokłócił sie koleżanką w piaskownicy i kazał jej iśc na swoje podwórko. Weronika poszła. Wtedy on wpadł w histerię, że chce żeby wróciła. Weronika oczywiście nie wróciła. Wtedy rzucił sie na ziemę, poprosiłam, żeby wstał bo jest po deszczu i trawa mokra, w końcu zaniosłam do domu, on nie chce być w domu, nie chce byc w pokoju, nie chce sie przebrac w suche ubranie, nie chce sie umyć. W końcu mówie mu, ze dopóki nie uspokoi sie ma siedziec w swoim pokoju i kropka. On na to nie chcę siedzieć i kropki tez nie chcę. Tu niestety nie wytrzymałam i usmiechnęłam sie, więc on nie chce żebym sie z niego śmiała, nie chce płakać i nie chce być niegrzeczny - wszystko to z rykiem mogącym podnieśc umarłego z grobu. Przytuliłam, trochę się uspokoił, ale po chwili znowu to samo - nie chce założyć piżamy, nie chce jeść kolacji, nie chce być głodny, nie chce żebym była w jego pokoju, nie chce żebym wychodziła, nic nie chce, w końcu zmęczony płaczem usnął i obudził sie po godzince aniołek, dziecię do rany przyłóz, więc może to było ze zmęczenia, ale takie ataki sie powtarzają.

Ja wiem, że u nas jest jeszcze kwestia zazdrości i pojawienia sie na świecie Michasia i choć Marcin otwarcie nie okazuje małemu niechęci czy zazdrości, wręcz przeciwnie, to wydaje mi sie, że właśnie w taki sposób ją odreagowuje.

Ja ma tylko nadzieję, że to nie będzie trwac wiecznie.
Maciejka
Już o tym chyba kiedys pisałam, ale u nas skutkuje proste pytanie "ale tak naprawde to o co chodzi?". Jak Maciek robi takie cyrki jak Twój Marcinek to własnie go o to bardzo spokojnie pytam. I często jet tak, ze on wtedy pokornieje i mówi"tak naprawde to chodzi o to, że..." I już jest jakiś punkt zaczepienia, jakiś sposób na rozładowanie sytuacji. Problem zostaje jakoś nazwany. Jak był mniejszy czasami podsuwałam sama pomysły co moze być nie tak. Teraz maciek niektóre nazywa samodzielnie. Czasem mówi po prostu "mam dziś pechowy dzień". I wtedy gadamy o tym, co takiego złego sie przytrafiło. I jakoś się to udaje rozwiązać. Ale do tego ja tez musze być w pełni sił psychicznych. Jak jestem sciekła, to sama mam ochotę zachowywac sie jak Maciek, albo go sprac do krwi ostatniej. icon_redface.gif Nie robię tego, ale np. wrzeszczę jak opętana. co wcale nie jest dobre, bo to dla mojego straszna kara. Ja o tym wiem i ją stosuję czasem z premedytacją. A potem jest mi tak strasznie wstyd, ze cos okropnego!
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.