Maluchy.pl logo

To jest uproszczna wersja wybranego przez Ciebie wątku
sprawdzanie czystości dzieci w szkole
Kliknij tutaj aby przejśc dalej i przeczytać pełną wersję


Żyrafo
Nie zgodziłam się na sprawdzanie czystości u moich dzieci w szkole. I zrobiła się draka, ze jak ja mogę, ze nie współpracuję, że co to jest, żeby robić wyjątki.

A ja się nie zgadzam bo:
-uważam, że to obrzydliwe i upokarzające - takie widowisko kiedy dzieci wychodzą przed tablicę i się im grzebie we włosach, ogląda paznokcie... I, jeśli ktoś ma wszy - każdemu się może zdarzyć - to co? To publicznie zostaje przedstawiony jako ten z zawszoną głową. I cała klasa ma świetny materiał do produkcji mniejszych lub większych złośliwości a czasem wręcz okrucieństw.
Proponuję, żeby sprawdzanie głów zaczynać od pokoju nauczycielskiego: szanowni państwo, odpinamy spineczki, i podchodzimy tu do mnie, do okna, żeby było lepiej widać... komfortowo? Chyba nie bardzo. Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to, że dzieciom też nie jest dobrze w tej sytuacji. Dlaczego nikogo to nie obchodzi?

- obawiam się też, że to nie jest do końca higieniczne. Widział ktoś, żeby pielęgniarka umyła ręce między tarmoszeniem jednej głowy a drugiej? Wszy to stosunkowo nieduży problem, kupujesz preparat w aptece i po sprawie, ale jakoś mi się kołacze po głowie, ze są różne inne dolegliwości skórne, mniej widowiskowe, ale nie trudne do przeniesienia.
Ale problem higieniczny jest marginalny w tym wszystkim...

Myślicie, że przesadzam?
joanaz
Żyrafo - właśnie mi uświadomiłaś jak dorosły (czyli ja). Może być bezmyślny. Bo ja sie zgodziłam. Nie przyszło mi do głowy zastanowić się jak takie badanie się odbywa.
Moim zdaniem jeśli to wygląda tak jak opisujesz to masz rację. To może być krzywdzące dla dziecka.
joanna
ulla
Hmm...nie wiem, czy przesadzasz, bo Twoja argumentacja jest jak najbardziej przekonywująca, ale ja pamiętam z dawnych swoich szkolnych czasów, że kontrolę czystości robiono nam regularnie i skutek miało to zawsze ten sam. Zawsze jedna osoba miała problem, a zazwyczaj nikt inny nie zdążył się zarazić. I tak do następnego razu. My wiedzieliśmy kto ma problem, ale głośno nikt nigdy tego nie powiedział - informowana była zainteresowana/ni + ew. ich rodzice . Nie miało to też wpływu, na jakość kontaktów "koleżeńskich" w klasie.
Aha i bywało, że czystość sprawdzana była nie w szkole, a w przychodni i do gabinetu wchodziliśmy pojedynczo.

I całkiem niedawne doświadczenie, bo sprzed pół roku, problemy w przedszkolu Weroniki. Poinformowano tylko rodziców za pomocą wielkiego ogłoszenia, że są w przedszkolu wszy (wraz z sugestią by prewencejnie zastosować odpowiednie środki), oraz osobiście tych, których dzieci robale podłapały. Dzieci w większości nie wiedziały co i jak.

Znaczy mnie teka kontrola czystości jakoś specjalnie nie przeszkadza. Szczególnie, że jak się okazało, Weronika pozyskała robala, a ja nie byłam w stanie nic kompletnie na jej głowie wypatrzeć. Wyszło dopiero po myciu i czesaniu gęstym grzebieniem. Nie żałuję, że się dowiedziałam zanim się nie namnożyło.
jaAga*
Żyrafo a to odbywa się naprawdę tak jak opisałaś?
Bo ja w zeszłym roku po drugim razie jak córka przyniosła wszy z przedszkola wściekałam się, że to sprawdzanie czystości teraz nie funkcjonuje, bo co z tego, że ja wytępie "szkodniki" jak za 2 tygodnie ona przyniesie je znowu.
Ze swoich czasów wczesnoszkolnych pamiętam, że takie sprawdzanie odbywało się w ławkach, nikt nie był przestawiany na jakieś strony. Panie higienistki nie informowały nas o wynikach kontroli, jedynie potem na przerwie zapraszały dyskretnie jakieś dzieci do gabinetu. Nie pamiętam, żeby ktoś się z kogoś śmiał, czasem jak się zauważyło, że ktoś wezwany to domysły były....ale tylko domysły.
Ja gdyby mnie poproszono zgodziłabym sie na takie sprawdzanie u dzieci. Nigdy się nie zastanawiałam nad higieną higienistki- one nie robią tego w rękawiczkach?
Edi Zet :)
Żyrafo, a co powiesz jak Ci dziewczynki do domu przyniosą wszy? Nie, nie zgadam się że wszy to mały problem. Ja walczyłam z tym ok. 2 tygodnie, bo Ula przyniosła do domu wszy ze szkoły. Płaczu było od pępa, dłuższe włosy, szampony, wyciąganie palcami, grzebieniem, pranie pościeli i ręczników na cito. Byłam wk..........ona na maksa. Ja sprawdzam włosy dzieciom, Ty sprawdzasz, ale są rodzice którzy nie sprawdzają. A jak ma się to odbywac jak w co 2-giej szkole nie ma gabinetu higienistki??????????????????
Kanuś
Kontrole jak najbardziej wskazane, ale na osobności. U nas odbywa się to w gabinecie higienistki. Dzieci wchodzą pojedynczo. Czyli mozna inaczej, a wręcz trzeba. Jak nie ma gabinetu to sa przeciez inne sale, pomieszczenia.

a w ogóle to i tak fajna szkoła, że informują rodzica o takowym badaniu, bo mogliby przecież tak z doskoku przleciec się po głowach.
użytkownik usunięty
[post usunięty]
aluc
widać, że wszy to ciągle u nas wstydliwy problem, a nie pasożyt, którego trzeba szybko wykryć i unicestwić

nie mam nic przeciwko przeglądowi czystości (podpisałam stosowne zgody i w przedszkolu i w szkole), nie mam sygnałów, że odbywa to się w sposób upokarzający, więc nie mam o co kaman
justapl
ja podpisałam w przedszkolu , wcześniej nie zastanawiałam się jak to wygląda , ma nadzieje że nie tak jak opisuje Żyrafo
a w przedszkolu żadnego pokoju do tego celu nie ma

pamiętam jak w pierwszej klasie przyniosłam karteczkę ze mam wszy , które okazały się być łupieżem
pamiętam też jak kilka osób miało w klasie , wszyscy wiedzieli kto i nawet "kto zaraził" -i było to moim zdaniem na tyle przykre że czepiali się tej dziewczyny do 8 klasy

Edi Zet :)
Wiecie co? Może ja jestem z innej bajki, ale od dawna obserwuję że powodem szykan w szkole, szkalowania, ostracyzmu itp. itd nie są przede wszystkim wszy. Wystarczy nie miec piónika z polly czy innego bajeru i już lecisz w dół. Wystarczy że nie jesteś wysportowany, ojciec przychodzi po ciebie pijany, albo matka nie odbiera ciebie ze swietlicy on time i już masz p*****srane.
Żyrafo
no więc u nas to własnie tak wygląda - przynajmniej tak to wyglądało przez ostatnie 2 lata i nie mam powodu sądzić, żeby się coś zmieniło w tym względzie.

Pielęgniarka nie ma rękawiczek
KM
Ja też się nie zgodziłam. Dostałam jakiś kwitek, dwie opcje: tak/nie, zaznaczyłam "nie" i tyle. Żadnej draki czy tłumaczenia nie było.
katiek
Nie dostałam żadnego kwitka ani z przedszkola ani ze szkoły. Nawet nie wiedziałam że coś takiego funkcjonuje, bo nawet za moich szkolnych czasów sprawdzania czystości głów nie było, chyba że ktoś jechał na kolonie to pielęgniarka zerknęłam na 5 s. we włosy , kartę na kolonie wypełniła i koniec.
semi
w tym roku Leo przyniósł pierwszy raz z komentarzem, ze on absolutnie nie chce. Karteczkę, nie wszy;). Z pielęgniarką mamy zatarg jeszcze od przedszkola, gdzie bardzo brzydko Leosia potraktowała. zaznaczyłam "nie"-włosy ma na 3 milimetry, sama kontroluję. to było na poczatku roku, zadnego odzewu.
wg mnie masz rację jeśli to się tak odbywa, jak piszesz.
pcola
Jeżeli robi to na forum publicznym i nie myje rąk/nie zmienia rękawiczek po
każdym dziecku, to bym się nie zgodziła. Ale ja z tych, co to nie zgodziły się
na mycie przez dziecko zębów w przedszkolu.

Aga H
Żyrafo - w mojej szkole wszy na pewno ma już jedna uczennica. W takiej sytuacji uważam, że kontrole jak najbardziej są wskazane. A myślałam, że w gimnazjum dzieciaki są już na tyle duże, że same zauważą, niestety - część to dzieci zaniedbane. Jeśli się robale rozejdą, to już nie będzie wesoło. A jak wygląda kontrola?- nie wiem. Ale gabinet jest, więc mam nadzieję, że będzie osobiście. Postaram się zwrócić na to uwagę, bo nie sądziłam, że może wyglądać tak, jak opisałaś.
Daretka
.
Żyrafo
U nas to nawet nikt nie pytał o zgodę. Przeczytali tylko na zebraniu info, że będą kontrole i już.
anetadr
Pamiętam, że jako dziecko serdecznie nienawidziłam sprawdzania czystości. Może dlatego, że jakoś zawsze wychodziło na jaw kto ma wszy. To było bardzo upokarzające.

Aneta
reszka
Nie wiem czy wiecie, ale w świetle aktualnych przepisów wszelakie czynności z kręgu badania małoletnich, powinny odbywać się w obecności i za zgodą przedstawicieli ustawowych (w praktyce najczęściej rodziców) małolata.
Do 16 roku życia małolat nie ma prawa wejść sam do gabinetu lekarskiego i nie mam prawa mu pryszcza na brodzie obejrzeć bez obecności i bez zgody rodzica. No chyba że go wniosą nieprzytomnego - to inna sprawa.
wiewiórczak
Reszko a gdzie znaleźć te przepisy?
ewela

[b]reszka ale pamietajmy,ze i tak opiekun prawny MUSI wyrazić zgodę na udzielenie pierwszej pomocy,czynnosci związanych z ratowaniem życia oraz przetoczenia krwi.[/b]

Przestancie.....jak tak dalej będziemy się czepiac,to jak wyslemy do szkoły dziecko chore, z gorączką....to pielęgniarka nam powie,ale panstwo nie wyrazili zgody na udzielenie pierwszej pomocy...................i co....pogotowie ma wzywac....dzwonic po rodziców.....
Rodzice w wielu przypadkach przyjezdzaja po dzieci dopiero za kilka godzin......

Higiena osobista.....to niestety temat wstydliwy i ciągle skrywany brud w ławkach, w przedszkolach.
Dzieci przychodzą brudne, smierdzące,zarobaczone...............a co na to większośc rodziców................niech mi pielęgniarka lub lekarz da na leki,niech wytępi, zrobi/zpałaci za badania moje dziecka....................niestety

Tyle się mówi o higienie osobistej......i tylko na słowach to pozostaje....bo czym skorupka za młodu.....niestety

- Tak samo jest z okreslaniem wzrostu i tym samym przydzielaniem rozmiaru ławki,w ktorej ma dziecko siedziec (wymogi sanepidu-wszystko musi byc zapisane w kartach lekarskich,tych szkolnych).
- Badanie wzroku-przeciez w większosci przypadków wady wzroku wykrywa pielęgniarka szkolna....a rodzic albo cos z tym zrobi,albo nie....
-wady postawy-nauczyciel prowadzący zajęcia korekcyjne musi odlądnąc plecy, postawę ucznia,by móc okreslic wadę lub uznac brak wady postawy. Oczywiscie-to powinien zrobic rodzic-isc do lekarza ortopedy i ...zapisac dziecko na platne zajęcia rehabilitacyjne....w szkole ma za darmo...i prowadzone rózniez przez specjalistę....
Bo zajęcia korekcyjne może prowadzić jedynie osoba wykształcona w danym kierunku!

Moze trochę się rozpisałam.....ale wszelkie sprawy mozna bezposrednio wyjasnic,z nauczycielem, pielęgniarką czy dyrektorem szkoly.A poza tym w palcówkach oswiatowych sa rady rodziców-tu tez mozna pokazac "problem".

U mnie w szkole, nauczyciele staraja się o badania na ołowicę-refundowane w 90%przez Fundację Dzieci Zagłębia Miedziowego. Na początku niewielu rodziców wyrazało na te badania zgodę (bo przyjeżdza wóz/laboratorium i trzeba dzieciom pobrac krew). Ale jak się rozniosła wiesc o naszych dzieciach wręcz umierajacych na ołowicę...to teraz rodzice sami proszą o mozliwosc przeprowadzenia tych badan,na terenie szkoły.
I tu tez rodzice wyrazają zgodę na te badania/lub nie wyrazają.
Ale wiedza o stanie zdrowia swojego dziecka powinna byc priorytetem dla kazdego rodzica.


A badanie czystosci głowy odbywa sie w gabinecie pielęgniarki.

Pozdrawiam
Ewelka
katiek
Jeśli dziecko jest chore, dostało gorączki to powinna zadzwonić na pogotowie lub do rodziców, a nie sama dawać leki.
Młody nie daje mi więcej pisać
Gosia z edziecka
Ewela, ja się z Toba zgadzam, że dziećmi zaniedbanymi trzeba się zająć. Zgadzam się całkowiecie.
Ale jakoś nie podejrzewam Żyrafo o zaniedbywanie dzieci. Żyrafo pisze o czymś zupełnie innym. O tym, ze bywa i tak, że różne działania prozdrowotne (nazwijmy to ogólnie) sa prowadzone w sposób niedopuszczalny moim zdaniem i zdaniem Żyrafo też.

U mnie na "przegladach szkolnych" u mojego dziecka przegapiono dwie rzeczy, ktore wceśniej zauważyła pediatra moich dzieci.
justin
CYTAT(pcola @ Fri, 25 Sep 2009 - 19:32) *
Jeżeli robi to na forum publicznym i nie myje rąk/nie zmienia rękawiczek po
każdym dziecku, to bym się nie zgodziła. Ale ja z tych, co to nie zgodziły się
na mycie przez dziecko zębów w przedszkolu.


pcola, dlaczego nie zgodziłaś sie na mycie zębów. To reszta dziaci myje, a Twoje nie?


Żyrafo
CYTAT(ewela @ Sun, 27 Sep 2009 - 11:29) *
A badanie czystosci głowy odbywa sie w gabinecie pielęgniarki.



To jest właśnie problem, który poruszyłam. Nie, nie zawsze się to odbywa w gabinecie pielęgniarki. U nas jest to przedstawienie przed tablicą. Chciałabym, żeby moje dzieci nie brały w tym żadnego udziału - ani jako "przeglądane" ani jako świadkowie "przeglądania" innych. Póki co, nie mam możliwości spełnienia drugiego postulatu. Ale mogę pokazać dzieciom, ze nie wszystkie prawa, którymi rządzi się jakakolwiek instytucja są na prawdę prawami. Mogę im pokazać, że jeżeli ktoś tworzy sytuacje dla nich (czy dla kogokolwiek) krępującą, wstydliwą, to człowiek ma prawo przed tym się bronić. Nie chcę, żeby moje dzieci bezmyślnie robiły coś bo pani każe, bo wszyscy tak robią, bo tak kazali. Chcę, żeby moje córki umiały rozpoznać sytuacje w których ich przestrzeń, czy to fizyczna czy to psychiczna, zostaje naruszona. Chcę, żeby wiedziały, że w każdej sytuacji - nawet w tak zhierarchizowanym stosunku jak nauczyciel-uczeń, czy dorosły-dziecko, że zawsze mają prawo bronić tej przestrzeni.
Ida.dorota
Ewela, dyskusja jak rozumiem nie toczy się o tym, czy dbać w szkole o zdrowie i higienę dzieci, ale o tym jak o nią dbać, aby nie naruszać tego rodzaju praktykami godności osobistej dzieci. Nie widzę nic dziwnego w tym, że matka chciałaby, aby kontrola czystości włosów odbywała się pojedynczo w gabinecie pielęgniarskim, a nie jako przedstawienie przed całą klasą i bardzo dobrze moim zdaniem, że ktoś zauważa negatywne aspekty takiej sytuacji, nie poprzestając na wyrażaniu uznania dla szkoły, że dba o stan zdrowia uczniów. Podobnie kontrola wagi i wzrostu dzieci - czy ktoś myśli o tym, jakie reperkusje ma, na przykład wśród rówieśników dorastającej dziewczynki, rzucona publicznie uwaga pani pielegniarki, że dziecko ma nadwagę? Byłam takim dzieckiem z nadwagą i pamiętam jaki koszmar przeżywałam za każdym razem, kiedy odbywały się w skzole obowiązkowe kontrole wzrostu i wagi. Ile potem było wśród dzieci komentarzy, porównań, wyśmiewania.. Ja wiem, że moją nadwagę było widać gołym okiem na co dzień, ale najtrudniejsze chwile przeżywałam właśnie wtedy, kiedy zostawało to niejako publicznie potwierdzone i moja waga w kilogramach podana do wiadomości całej klasy. Co muszą przeżywać małe dzieci, które są nie z własnej winy, a przez rodziców zaniedbane i podczas badania pielęgniarskiego wychodzi to na jaw na forum klasy? Dlatego nie uważam, że cel uswięca środki, a fakt dbania o dzieci usprawiedliwia brak wyobraźni i wrażliwości. Wystarczy tak niewiele, by dzieciom takich przykrości oszczędzić.

Realnie dbanie o zdrowie dzieci to w tej chwili w większości szkół jedynie chwyt reklamowy. Okresowo pojawiają się w szkole czy przedszkolu, najczęściej opłacani dodatkowo przez rodziców na przykład lekarze ortopedzi, badający całą klasę w czasie jednej godziny lekcyjnej, po czym rodzice otrzymują karteczkę z diagnozą. Według tych diagnoz moje dzieci miały poważne wady stóp i postawy jakich nigdy nie potwierdziło badanie lekarskie z prawdziwego zdarzenia, na które chodziłam zaniepokojona ową szkolną diagnozą. Miasto zafundowało dzieciom ursynowskim także kontrole stomatologiczne w szkołach, które prowadziła za publiczne pieniądze jedna z najbardziej znanych spóldzielni stomatologicznych na Ursynowie. Kontrola trwała minutę do dwóch (godzina lekcyjna na 28-osobową klasę), każde z dzieci otrzymywało informację o conajmniej dwóch zębach do leczenia oraz rutynowo karteczkę z wyznaczoną datą wizyty w owej przychodni. Ta sama firma prowadizła badania profilaktyczne w przedszkolach, gdzie przeprowadzano, także najmłodszym, trzyletnim dzieicom, kontrole stanu uzębienia w samym przedszkolu. Nie muszę dodawać, że przedszkola nie dysponują zazwyczaj gabinetami stomatologicznymi, fotelami o odpowiedniej wysokości i nachyleniu czy też lampami, pozwalającymi na prawdziwie profesjonalną kontrolę zębów, a część z tych dzieci zapewne nigdy jeszcze nie była u stomatologa i nie miała wyrobionych nawyków odpowiednich zachowań w takiej sytuacji. Ile była warta ta kontrola? A ile zarobiła na tym owa firma, która w niewybredny sposób naganiała sobie klientów, za publiczne pieniądze zresztą? Z mojej strony, po kolejnej karteczce i sprawdzeniu u zaufanego stomatologa, pod którego opieką były moje dzieci, jakości tego badania, skończyło się to skargą do wydziału zdrowia. Ale nie wiem, ilu rodziców na te umówione wizyty poszło.
Nie, nie zamierzam przez to powiedzieć, że w szkołach nie powinno się robić nic i tak byłoby najlepiej. Nie uważam także, że każdy lekarz wchodzący do szkoły robi na tym prywatny interes i tylko o to w tym wszystkim chodzi, to byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Ale warto zauważyć, jak to realnie wygląda i naprawdę zadbać o jakość opieki medycznej, jaką zapewnia dzieicom szkoła, pod każdym możliwym względem.
pcola
justin,
tak, reszta dzieci myje, a mój syn nie. Ponieważ w obecnym przedszkolu Maksymiliana
mycie zębów wygląda tak: wyznaczone przez panią dziecko otrzymuje dyżurną tubkę
z pastą do zębów i obchodząc z nią całą grupę, nakłada każdemu dziecku trochę pasty
na przygotowaną szczoteczkę.
Ja rozumiem, że dziecko w przedszkolu i tak ma kontakt z patogenami wszystkich tam
obecnych dzieci, ale żeby je sobie musiało jeszcze bezpośrednio podawać doustnie z
własnej szczoteczki, to już dla mnie za wiele.
Maksymilian nie ma śladu próchnicy, myjemy zęby dwa razy dziennie - tzn. najpierw on sam,
później mąż albo ja poprawiamy. Jest za to silnym alergikiem, który łatwo łapie infekcje.
Rozmawiałam z panią, czy nie można tego systemu zmienić, tak by każde dziecko samo
nakładało sobie pasty ze swojej tubki (tak było w przedszkolu, do którego Maks chodził
wcześniej), ale pani powiedziała, że nie ma takiej możliwości - więc zębów w przedszkolu
nie myje.
Cleo
Pcola- to strasznie dziwne! I w przedszkolu, do ktorego chodzila Michasia, i w innych, które znam/łam każde dziecko miało swój kubeczek, swoją pastę, swoją szczoteczkę- ba! nawet przez jakiś czas Misia i druga dziewczynka mialy swoje ręczniki oddzielne, gdy podejrzewalysmy uczulenie na reczniki papierowe przedszkolne...
I była to duza grupa dzieci, a jednak 'się dało'...

Żyrafo- dzięki za poruszenie tematu, ja w ogole nei pomyslalam, ze to moze odbywac sie 'przed tablicą' i rowniez podpisalam zgodę. Natomiast teraz zbliża się zebranie i Rada Rodziców zbiera kwestie do omówienia - chcę złożyć zapytanie wlasnie o to...
Ika
Czy wszystkie szkoły mają takie sprawdzanie czystości...?
U nas nie wspominano nic na ten temat, nie dostaliśmy żadnej zgody do podpisania... Czy to możliwe, by przeprowadzano to bez zgody rodziców...?
jaAga*
U nas jak wspomniałam nie ma takiego sprawdzania (choć ja w tamtym roku marzyłam o czymś takim)- własnie podobno nie mozna tego robić i nie robią.
Żyrafo
Ika, u mnie to wyglądało tak, ze w klasie u Joasi pani przeczytała jednym tchem długie pismo w którym było 100 rzeczy między innymi to, ze będzie sprawdzana czystość i jeżeli ktoś się nie zgadza, to ma złożyć odpowiednie oświadczenie u pielęgniarki. Było to 1 zdanie wśród 4 stron A4. U Marysi w ogóle nie było tego tematu a wiem że czystość jest sprawdzana we wszystkich klasach.
Kreska
Witam,
temat szkoła, to ostanio woda na mój młyn.
Wyrażenie zgody na kontrolę czystości było na jednym kwitku z:
- zezwoleniem na samodzielny powrót ze szkoły - gdy moje dziecię jest w świetlicy, zatem - nie życzę tego sobie
- zezwoleniem na publikację wizerunku z danymi osobowymi i pracami na stronie szkoły.

Ocenę takiej zgody pozostawiam czytającym.

Nie życzę sobie kontroli czystości mojego dziecka. Tak jak nie lubię obściskiwania przez obce osoby.

Zgoda na lek...... tak kontrowersyjna bardziej, aczkolwiek jestem rodzic, który wylądował na oddziale ratunkowym przez leki źle podane.
Gorączka, czy ból brzucha generalnie mogą poczekać okres od telefonu ze szkoły a dojazdu, gdy łamiąc wszelkie przepisy będę rwać do dziecięcia mego.
_rybka
Naprawdę wierzycie,że kontrola czystości coś da?
Przecież nie ma sposobu wyegzekwowania na rodzicu, by wyczyścił dziecku głowę. Zatem nie widzę celowości w powyższym działaniu.
Jeśli chodzi o badania profilaktyczne w szkole to znam mnóstwo negatywnych przykładów.
Dzieci zaniedbane, u których badanie w szkole wykaże nieprawdłowości? To niech jeszcze ktoś zmusi szanownych rodzicieli, żeby udali się z owymi nieprawidłowościami dalej.
Co do podawania leków - będąc młodą nauczycielka widywałam, jak pani z I-III podawała dziecku aspirynkę, bo się źle czuło. O zespole Reya nie słyszała. Zresztą podejrzewam, że wielu nadal nie słyszało. Zatem może zakaz podawania leków nie jest taki bezsensowny, jak wydaje się w pierwszej chwili.
Żyrafo, zastanowiłabym się jedynie, czy moje dziecko nie będzie jedynym, którego rodzice odmówili przeglądu. Chodzi o domysły dzieci , dlaczego jedno tak, a drugie nie.
Ida.dorota
CYTAT(_rybka @ Tue, 29 Sep 2009 - 08:58) *
Naprawdę wierzycie,że kontrola czystości coś da?
Przecież nie ma sposobu wyegzekwowania na rodzicu, by wyczyścił dziecku głowę. Zatem nie widzę celowości w powyższym działaniu.
Jeśli chodzi o badania profilaktyczne w szkole to znam mnóstwo negatywnych przykładów.
Dzieci zaniedbane, u których badanie w szkole wykaże nieprawdłowości? To niech jeszcze ktoś zmusi szanownych rodzicieli, żeby udali się z owymi nieprawidłowościami dalej.


Dokładnie tak. Pracuję w szkole, gdzie zaniedbanych dzieci jest pod dostatkiem i nie widzę żadnej zmiany w stanie tych dzieci. Przecież pozbycie się wszy wymagałoby, aby kuracji poddała się cała rodzina, a tego i tak nie da się w pewnych środowiskach wyegzekwować. Kto ma zobaczyć u swojego dziecka te wszy, ten je zobaczy bez kontroli pielęgniarki szkolnej, a ten, komu na tym nie zależy i tak nic z tym nie zrobi. Podobnie z każdą inną nieprawidłowością wykrytą w szkole: rodzic, który dba o swoje dziecko i tak będzie je kontrolował, ten, który tego nie robi, na pewno nie zacznie z powodu kartki od pielęgniarki szkolnej.
A ja własnie dostałam kolejny plik kartek: miasto sponosoruje tym razem uczniom klas drugich kontrole ortopedyczne i okulistyczne w szkole. Żeby tak to miasto nauczyło się sensownie wydawać pieniądze...

To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.