Subskrypcja

Powiadomienia o nowościach

Ostatnio na forum
Sprawdź koniecznie
Warto kupić
Ważne tematy

wywiad z Leszkiem Talko

Dziecko to morze miłości


-

Leszek Talko

Felietony opowiadające o życiu Pitulka to klasyka dowcipnej opowieści o zmaganiach rodziców wychowujących małe dzieci. O kilka słów nt. swojej twórczosci, rodzicielstwa i planów na przyszłość poprosiliśmy ich autora - Leszka Talko.

maluchy.pl: Pana felietony o wychowaniu malucha bawią, ale i uczą młodych rodziców. Jak powstał pomysł felietonów?

Leszek Talko: Półżartem: żeby zarobić na pieluchy i kaszki. Półserio: rzeczywistość zwykle mnie bawi i prawie we wszystkim mogę znaleźć komizm. Kiedy przygotowywałem się teoretycznie do bycia ojcem odkryłem, że na rynku jest milion porad "jak bawić się kreatywnie z kochanym maleństwem" i "jak profesjonalnie przygotowywać posiłek". Kiedy stałem się ojcem, stwierdziłem, że nie ma ani jednego poradnika, który by tak naprawdę przygotował do bycia rodzicem. Tak jakby wszyscy uparli się, zmówili i pisali dla teoretycznie idealnych dzieci, teoretycznie szczęśliwych rodziców. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że ani my, ani nasi dzieciaci znajomi w ogóle ich nie przypominamy. Jesteśmy zagonieni, wykończeni i zaskoczeni tym, co się dzieje.
To tak jakby kursy i egzaminy prawa jazdy zajmowały się wyłącznie tym, jak konserwować lakier auta żeby był błyszczący i co zrobić kiedy ptaszek nasika na szybę. Plus parę ogólników, że prowadzenie auta to sama przyjemność i kiedy jest czerwone światło trzeba stanąć. Natomiast ani słowa o tym, że można wpaść w poślizg, że pieszy może nagle wpaść na jezdnię i co wtedy robić.
Odkąd jestem ojcem nie mogę się nadziwić, że trzeba przejść tyle testów żeby dostać prawo jazdy, natomiast bez żadnych egzaminów można zostać rodzicem. Przecież tu też chodzi o życie.
Przedstawiłem to w komicznej formie. Przyszli rodzice komentują, że to prześmieszna książka, ale zarazem nie wierzą, że mogą dziać się takie rzeczy. Uśmiecham się tylko - sami zobaczą.

W jakim stopniu przygody Pitu są odzwierciedleniem Pana doświadczeń ojcowskich i czy mały bohater zdaje sobie sprawę, że jego wzrastanie śledzi tak wiele osób?

Leszek Talko: Odzwierciedleniem są w stu procentach, no może w 80, bo tych najstraszniejszych przeżyć jednak nie opisałem. Jeszcze spadnie przez to przyrost naturalny i kto będzie winny? Pitulek na szczęście w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że jest bohaterem. I bardzo dobrze. Miałem propozycję zrobienia telewizyjnej wersji przygód Pitulka, ale ją odrzuciłem - nie chciałbym, żeby patrzono na niego jakoś inaczej i żeby był rozpoznawany, kiedy idzie do piaskownicy.

Pierwsza książka - zbiór felietonów - doczeka się niedługo kontynuacji. Czy może Pan zdradzić kilka szczegółów?

Leszek Talko: Część druga - "Dziecko dla średniozaawansowanych" to książka przede wszystkim o wzajemnych relacjach rodzeństwa. Zanim pojawiła się Kudłata, sądziliśmy oczywiście, że drugie dziecko to nic wielkiego: w końcu umiemy już przewijać, karmić i pokazywać mrówkę. Rzeczywistość jak zwykle nas zaskoczyła i jak zwykle nic nas nie przygotowało na szok. Mój tata żartował kiedyś, że starsza siostra chciała go wyrzucić przez okno z czwartego pietra, ale traktowałem to jako rodzinną anegdotkę. A tymczasem okazuje się, że to norma i trzeba być na to przygotowanym.
Obie książki nie są w zasadzie zbiorami felietonów, bo felietony są za krótkie, by złożyć z nich książkę, choć zwłaszcza w pierwszej wykorzystałem ich obszerne fragmenty. W pierwszej części felietony to około 20 proc. objętości. W drugiej poniżej dziesięciu.
Chciałem, żeby nie był to po prostu zbiór zabawnych opowiastek, ale i książka o tym jak zmienia się życie, kiedy pojawia się kolejne dziecko. Jeden z bohaterów mówi, że dziecko to najpiękniejsze i najstraszniejsze co go spotkało w życiu. Zgadzam się z nim, bo spotkałem zbyt wielu ludzi, dla których pojawienie się dziecka było początkiem końca małżeństwa, którzy tak naprawdę nie znoszą swoich dzieci, ranią
je. Oni wszyscy uznali, że dziecko to taki blondwłosy aniołek z reklam jogurcików. A dziecko to morze miłości, całkowita zmiana życia i skala problemów, z którymi część ludzi nie jest sobie w stanie poradzić.

Razem z żoną napisaliście Państwo wiele zabawnych rodzinnych felietonów dla "Gazety Wyborczej". Powstała także Państwa wspólna książka "Talki w wielkim mieście".
Lubicie Państwo pracę razem? Czy teksty piszecie razem, czy każdy swoje fragmenty?

Leszek Talko: Uwielbiamy razem pracować koncepcyjnie i robić sobie burzę mózgów. Zdarza się nam to notorycznie: w restauracji, na plażyczy w konie. Natomiast nienawidzimy razem pisać. Zawsze pisze tylko jedno z nas. Felietony też zawsze pisała od początku do końca albo Monika albo ja. We wrześniu ukaże się ich druga część - "Talki z resztą".

Napisany przed laty przez Pana artykuł o blogach, spowodował wielki ich wysyp w polskim internecie. Mówiło się nawet o "efekcie Talki".
Czuje się Pan ojcem polskiej blogomanii?

Leszek Talko: Ojcostwo to niełatwy kawałek chleba - jako posiadacz dwójki dzieci wiem to najlepiej. Rzeczywiście mój artykuł spowodował lawinę tekstów o blogach. Niektóre z nich były tak podobne do mojego, że można powiedzieć były to bliżniaki, a wkrótce trojaczki, czworaczki itd. Podobnie było, kiedy napisałem lata temu dwa reportaże o aukcjach internetowych.
Ojcostwo bywa jednak bolesne, do dziś natykam się na komentarze typu: "dowiedziałem się o blogach z tego marnie napisanego artykułu Talki" albo "zaczęłam pisać bloga kiedy trafiłam na wypociny Talki".
Bycie ojcem przyzwyczaja do tego typu reakcji. W końcu Pitulek też regularnie mnie zawiadamia, że mnie nie lubi i mam sobie iść.

Prowadzenie bloga przez Pana i Pana żonę (http://talki.blox.pl) wydaje się zatem naturalną koleją rzeczy. Zaskakujące jest za to, że przy natłoku
różnych obowiązków zdarza się Panu ustosunkowywać się do wypowiedzi na Pana/Pańswta temat na innych blogach. Jak wiele czasu spędza Pan w internetowym świecie?

Leszek Talko: Staram się jednak nie ustosunkowywać. Kilka razy spróbowałem i to był błąd. Internet bywa dla mnie wspaniałą odskocznią od świata. Są tu i wiadomości, i rozrywka, i plotki. Staram się jednak, żeby pozostał tylko odskocznią, a nie stał się domem, bo każde uzależnienie jest złe.

Jak wspomina Pan własne dzieciństwo? I jak te wspomnienia wpływają na model wychowania dziecka?

Leszek Talko: Ze zdziwieniem obserwuję, jak niektórzy znajomi zapomnieli całkowicie swoje dzieciństwo. Wrzeszczą na dzieci, kiedy te przyniosą dwóję z matematyki i już zapomnieli, że sami dostawali dwóje, sami zwiewali na wagary i jakoś wyszli na ludzi, mimo że wciąż nie poznali odpowiedzi na pytanie: a po co zwykłemu człowiekowi wiedzieć co to są całki?
Bardzo dobrze wspominam dzieciństwo głównie dlatego, że rodzice nie zmuszali mnie do bezsensownych zajęć. Nie będę zmuszał dzieci do tego żeby miały piątki ze wszystkiego - bo po co? Lepiej niech mają swoje pasje, ale ja ich nie będę wybierał, zmuszał do nauki gry na skrzypcach.
Moi rodzice chcieli, żebym był szczęśliwy, ja chcę tego samego dla moich dzieci. Większość ludzi uważa,że bycie szczęśliwym to zajęcie dobrego miejsca w wyścigu szczurów i dlatego planują dzieciom karierę od przedszkola. Ja nie. Nie wiem kim będą moje dzieci. Może dyrektorami, może sportowcami, a może hydraulikami. I jeśli tylko będą szczęśliwym dyrektorem czy hydraulikiem, to będę zadowolony.

Czy może nam Pan zdradzić swoje najbliższe plany zawodowe? Czy możemy spodziewać się kolejnych felietonów, książek? Na kiedy przewiduje się premierę filmu nakręconego na podstawie "Talków w wielkim mieście"?

Leszek Talko: Serial "Talki z resztą" ma się ukazać na antenie programu II TVP we wrześniu. Wtedy tez ukaże się zbiór felietonów "Talki z resztą". Zacząłem pisać kryminał i mam nadzieję, że będzie się podobał. Wspólnie z żoną planujemy kilka scenariuszy.

Serdecznie dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Tomasz Sokołowski