strona 1 z 3
idź do : 2 3 Urodzić w wodzie... Rodzić aktywnie, rodzić aktywnie... Rodzić aktywnie! Ta myśl jest natrętna i uporczywa od pierwszych skurczów. Wiem, że aktywność w porodzie pomaga, że będzie szybciej... Przecież doskonale o tym pamiętam! Jak na początek czynności skurczowej, to i tak całkiem nieźle sobie radzę. Ha, ha, ha! Szkoda tylko, że to dopiero początek porodu... Jestem w stanie oddychać przeponowo. Nawet pomaga...
Skurcze stają się częstsze i dłuższe. Wciąż jestem dzielna, choć coraz trudniej sobie z nimi radzę. Dlaczego to aż tak boli??? No tak, jak ma nie boleć, jeśli pracuje tak wielki mięsień, jakim jest macica? Po głowie chodzi uporczywa myśl: byle dotrwać do 5–6 cm rozwarcia, byle dotrwać. A potem już tylko woda, woda, woda...
Fot. 1. Wanna do porodu wodnego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu przy ul. Kamieńskiego 73a
Jednym z warunków wejścia rodzącej do wody jest rozwarcie kanału szyjki macicy na około 5–6 cm. Drugi warunek to dobra czynność skurczowa macicy. Trzeci – ocena ogólnego stanu dziecka na podstawie wcześniej wykonanego zapisu KTG. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ zbyt wczesna immersja wodna mogłaby spowodować wyciszenie czynności skurczowej i zatrzymanie akcji porodowej.
Tak, to jest to!!! Wreszcie jestem w wannie. Mam wprawdzie rozwarcie dopiero na 4 cm, ale przy bardzo dobrej czynności skurczowej – jaką, niestety, posiadam – można odstąpić od ogólnie przyjętych zasad. Woda... może nie jest najcieplejsza, ale cudownie się w niej czuję! 37°C. Jak dla mnie – w sam raz.
Cieplejsza woda zaszkodziłaby dziecku. Przy immersji wodnej (czyli po prostu „kąpieli wodnej”) kobiety rodzącej należy uwzględnić zasady homeostazy matki i płodu. Temperatura wody wpływa na przemianę materii, a „zrozumienie procesów związanych ze zużyciem tlenu przez organizm w zależności od temperatury środowiska wodnego, w którym przebywa kobieta rodząca (ale również pośrednio płód), ma istotne znaczenie dla imperatywu zachowania temperatury 37°C podczas immersji wodnej w porodzie”.
Temperatura wody w hydroterapii określana jest na cztery sposoby: 1 – woda „obojętna” o temperaturze 34–35°C, 2 – woda ciepła 36–37°C, 3 – woda bardzo ciepła 38–39°C, 4 – woda gorąca 40–45°C. Wszystko jasne! Moje 37°C jest w sam raz, bezpieczne dla mnie i mojego dziecka.
Miło jest tak przez chwilę nie mieć skurczu. Człowiek potrafi nawet stworzyć sobie iluzję, że nic się nie dzieje. Po prostu leżę sobie w wannie, zanurzona w wodzie po pępek i czuję się absolutnie zrelaksowana, wyciszona i uspokojona.
Naukowcy piszą, że woda wpływa na napięcie autonomiczne układu nerwowego, co objawia się działaniem przeciwbólowym, a efektem ciepłej kąpieli wodnej jest zmniejszenie odczuwania bólu i napięcia mięśniowego oraz działanie uspokajające i relaksujące. Po co tyle pisać i tłumaczyć, skoro wiadomo, że tak właśnie się czuję. Dokładnie tak jak napisali – zrelaksowana, wyciszona i jakby mnie w połowie nie było. Super uczucie!!! O tym też czytałam. Wiąże się to z właściwością fizyczną wody, jaką jest jej wypór. Zgodnie z prawem Archimedesa, zakładając, że ważę około 70 kg (no może nieco więcej) i jestem zanurzona w wodzie, to moje ciało zachowuje się tak, jak gdybym – po odliczeniu głowy i szyi – ważyła zaledwie 6,5 kg. Moje mięśnie szkieletowe są rozluźnione. Dzięki temu wysiłek fizyczny związany z parciem w II okresie porodu wymagać będzie mniejszego zużycia energii, a podatność krocza na rozciąganie będzie zwiększona, co (teoretycznie – bo decydować o tym będzie w trakcie porodu położna) zapobiegnie konieczności episiotomii.
Hurrrrra!!!! Ta woda jest niesamowita! Mam nadzieję, że rzeczywiście moja kondycja fizyczna po porodzie będzie niezła, a moje krocze – w całości. Muszę jednak urodzić do wody i w pozycji wertykalnej, czyli pionowej!
Rodząca w pozycji wertykalnej odczuwa ulgę w parciu, bo przychodzi jej z pomocą siła ciążenia. Siła naporu rodzącej się główki rozkłada się równomiernie na wargi sromowe i krocze, a nie jak w porodzie „na plecach” – tylko na krocze. Ponadto działanie wody powoduje, że krocze jest podatniejsze na rozciąganie. Uwzględniając to wszystko, mam duże szanse na szybki poród, a przede wszystkim na całe lub tylko lekko nadwątlone krocze i jego okolice.
Ihmmmmm... Skończyło się... Zaczyna się skurcz... Nie jest lekko... Ale daję jakoś radę... Mija... Mija. Minął! I znowu ta przyjemna iluzja... O czym to ostatnio rozmyślałam? A! O moim kroczu. Dla niektórych kobiet krocze rzeczywiście potrafi być obsesją. Tak się boją ewentualnego nacięcia, że ten strach je paraliżuje. Zapominają albo nie wiedzą o tym, że można je znieczulić tuż przed porodem. Nie wiedzą też, że nacięcie krocza w trakcie parcia, gdy główka dziecka jednostajnie na nie napiera, jest niewyczuwalne. Ból odczuwa się już po porodzie, nawet nie bezpośrednio po episiotomii.
Przy porodzie w wodzie problem nacinanego krocza znacznie się zmniejsza. Położne, prowadzące porody wodne w Tychach, podają, że na 80 porodów podwodnych zaledwie w 7 przypadkach zaistniała konieczność episiotomii (wykonywanej pod wodą). Wiele jednak w tej kwestii zależy od osób obsługujących porody. Słyszałam od znajomych położnych, że ich lekarze nacinają krocza w porodach wodnych tak jak w porodach tradycyjnych. Wiąże się to z ich małym doświadczeniem w asyście przy tych porodach – wolą profilaktycznie naciąć krocze. Szkoda, czyżby nie rozumieli tego, jaki wpływ na krocze ma woda??? Mam nadzieję, że po pewnym czasie asystowania w porodach wodnych osiągną takie rezultaty jak położne z Tych.
O jejku!.. Czas immersji wodnej skończony. Muszę wyjść? Muszę? Muszę – przecież wiem. A tak było miło... Niestety, położna jest nieustępliwa. I taka musi być!!! Pół godziny to pół godziny. Dlaczego to takie istotne, żeby przestrzegać czasu kąpieli wodnych?
Pół godziny immersji wodnej, temperatura wody 37°C i ciśnienie hydrostatyczne wpływają na samopoczucie dziecka w łonie matki. Jego temperatura jest tam wyższa o 0,5–1,0°C. W związku z tym, gdyby kobiecie pozwolić na nieograniczony czas immersji wodnej, wyższą temperaturę wody i zanurzenie ciała powyżej pępka, mogłoby to doprowadzić do zagrożenia życia dziecka. Dlaczego? Ponieważ zanurzenie powyżej pępka zwiększa ciśnienie hydrostatyczne, a dłuższe przebywanie w wyższej temperaturze powoduje wzrost wewnętrznej, głębokiej temperatury ciała matki, ponieważ utrudniona jest utrata ciepła (w środowisku wodnym nie zachodzi oddawanie ciepła przez promieniowanie i odparowywanie wydzielanego potu). Może to powodować wzrost metabolizmu i zapotrzebowania tlenowego u płodu, szczególnie w mózgowiu. W tym samym czasie, aby wspomóc utratę ciepła następuje zwiększenie przepływu krwi w kierunku skóry matki, co redukuje przepływ krwi i dostawę tlenu do łożyska. Przykładem nieprzestrzegania ogólnie przyjętych zasad przy porodzie w wodzie może być zanotowany w Bristolu przypadek dziecka, które urodziło się martwe, z objawami zamartwicy i poważną encefalopatią z powodu niedotlenienia i niedokrwienia – rodząca przebywała ponad 7 godzin w immersji wodnej o temperaturze powyżej 38°C.
Znając te argumenty, nie będę się już upierać przy dłuższym pozostawaniu w wodzie. To, co mi wytłumaczono, przemawia do mnie całkowicie. Bo czymże jest wymuszona chwila kąpieli wobec zagrożenia, jakie by niosła dla kondycji fizycznej i psychicznej mojego rodzącego się dziecka?
Obu nam nie jest łatwo. Ja sobie jakoś muszę dać radę. I daję! A ten maluch? On jest całkiem skołowany. Nie dość, że nagle, co jakiś czas, miła dotychczas, maciczka twardnieje jak kamień opinając się na nim, to jeszcze musi dokonać kilku wewnętrznych zwrotów, abyśmy mogli na koniec zgrać swoje działania i wspólnie zakończyć poród.
No to wyszłam! Rozumiem dlaczego, ale wcale mi się to nie podoba... Wolałabym być dalej w wodzie. Ale co zrobić? Mus to mus. Położna posłucha teraz tętna, żeby sprawdzić, jak się mój maluch czuje. To niesamowite, jak natura sprytnie wymyśliła, że dziecko komunikuje się ze światem zewnętrznym, informując go o swoim stanie za pomocą szybkości bicia serca. Jeśli tylko tętno jego serca wychodzi poza normę, którą uznano za stan dobry, to od razu wiadomo, że coś jest nie tak. Nie wiadomo co, ale wiadomo, że jeśli po chwili obserwacji niekorzystne tętno nie wraca do normy, to natychmiast należy podjąć decyzję o rozwiązaniu ciąży cięciem cesarskim. Niezależnie od tego, na jakim etapie jest poród. Mnie to na razie nie grozi.
Mój maluch jest bardzo grzeczny i jego serce bije w rytmie 140 uderzeń na minutę. Zuch! Kimkolwiek jest...
Stwierdziłam, że element zaskoczenia co do płci dziecka jest rzeczą naturalną. Bez względu na płeć, miłość będzie taka sama... Teraz, w dobie powszechności i ogólnej dostępności USG, trzeba być bardzo czujną i pilnować lekarza w trakcie wykonywania badania, żeby się nie wyrwał i nie poinformował o tym fakcie, jeśli tego nie chcę. To kobieta decyduje, czy chce znać płeć dziecka, czy nie. Chcę – bo wolę być wcześniej przygotowana i np. kupować rzeczy w odpowiednim kolorze. Nie chcę – bo wolę mieć niespodziankę.
No, to serduszko bije w normie. Co teraz? Teraz... kolejny skurcz. O... poza wodą trochę ciężej się go znosi. Uaaa..... Wdech nosem, wydech ustami. Wdech normalny, raczej krótki, wydech nieco dłuższy. Wdech, wydech, wdech, wydech... Mija. Mija. Minął! I znowu chwila odpoczynku.
Taki poród to ciężka praca! Niektórzy dzielą go na czas pracy, czyli skurczu i czas odpoczynku, czyli relaksu w przerwach między skurczami. Inni mówią – poród to jak maraton. Dobrze się kondycyjnie przygotuj, to łatwiej ci pójdzie. No nieźle. Dobrze, że w tym maratonie są jakieś specjalne bonusy typu wejście do wody co pół godziny. I co z tego, że tylko na pół godziny, ale jakie jest to pół godziny, jaka ulga!!! No, niestety, jeszcze trochę czasu zostało do kolejnego zanurzenia... Najgorzej było wytrwać do tego pierwszego.
Poród wodny, według mnie, można podzielić na czas suchy – lądowy i wodny. Teraz, będąc na lądzie, muszę sobie jakoś inaczej radzić ze skurczami. Oddech przeponowy – jak najbardziej. Pozycje różne, aby tylko przyniosły ulgę w przechodzeniu kolejnego skurczu – oczywiście, że tak. W zależności od dostępności do rekwizytów można robić wszystko, co się chce, a co pomaga przetrwać skurcz i nie jest zagrożeniem dla życia rodzącej i dziecka. Jest drabinka lub lina – super – powiszę na niej chwilę. Jest worek sacco – dobrze – w takim razie przyjmę pozycję kolankowo-łokciową. Jaka ulga. Jest piłka – usiądę na niej okrakiem, bo huśtanie na niej działa na mnie relaksująco. Oprócz tego, że przyjmuję dogodne pozycje, odczuwam ulgę podczas wykonywania w czasie skurczu rytmicznych ruchów miednicy (np. kołysanie miednicą w przód i w tył, z boku na bok lub wykonywanie ruchu kolistego). Ruch w oczywisty sposób pomaga mi radzić sobie z bólem. Pamiętam też o ważnej zasadzie, aby zmieniając pozycje, dbać o wypoczynek między skurczami i nie tracić niepotrzebnie siły. Wiele razy spontanicznie zmieniam pozycję ciała. Podświadomie poszukuję tej, która w danym momencie przynosi mi największą ulgę. Instynktownie wybieram pozycje wertykalne, czyli takie, w których kanał rodny skierowany jest do dołu. Stoję, siedzę w kucki, pochylam się na czworaka, opieram się o położną lub męża, używam stołka porodowego i drabinki. Ruszając się w czasie skurczu i zmieniając pozycję, efektywniej wykorzystuję na odpoczynek przerwę między skurczami. Łatwiej się relaksuję, uspokajam oddech. W oczekiwaniu na kolejny skurcz nie pozostaję bierna – odnajduję pozycję, w której mogę najlepiej rozluźnić ciało. Dzięki mojej aktywnej pracy w czasie skurczu i pełnego odpoczynku w przerwie między nimi, poród przebiega szybciej i dynamiczniej.
W tym wszystkim pocieszam się, że nie mam bólów krzyżowych. Wtedy pomaga już tylko masaż, jeśli... ma go kto zrobić. Do tego najlepszy jest mąż. Ale przecież nie wszystkie porody są rodzinne. W ostateczności z pomocą przychodzi położna. Czasami pomaga „kręcenie” biodrami, a czasami – wejście pod ciepły prysznic i masowanie wodą dolnego odcinka kręgosłupa.
Minęło pół godziny! Znowu wskakuję do wody. Jak miło!!! Woda zabiera ze skurczu to, co nieprzyjemne – jego odczuwalność. Ktoś mógłby nazwać to bólem. Ale jakby tego nie określać, miłe jest to, że odczuwam mniejszą intensywność skurczu, a jego efektywność jest taka sama jak na lądzie. I to wszystko dzięki wodzie.
Zapomniałam, że moimi sprzymierzeńcami w porodzie są też endorfiny, które podobno dzięki dobroczynnemu wpływowi wody na organizm ludzki wytwarzane są przez niego w większej ilości. A przecież endorfiny to naturalny lek przeciwbólowy wytwarzany podczas porodu, jeśli jest to samoistna czynność skurczowa. Niestety, w przypadku podłączenia kroplówki naskurczowej (oxytocyny) endorfiny tracą swoją uśmierzającą moc. Ich działanie na organizm człowieka jest podobne do działania morfiny lub opium, dlatego kobieta rodząca może czasami zachowywać się tak, jakby była w „odlocie”, jakby traciła kontakt z rzeczywistością. Mnie to nie grozi! W wodzie jest wprawdzie znacznie lepiej niż na lądzie, ale jakoś nie czuję, może na razie, tego „odlotu”.
dodano: 2005-12-13
strona 1 z 3
idź do : 2 3
więcej o praktyce
autora: kliknij TUTAJ
| | |
 Portal
maluchy.pl jest serwisem edukacyjnym. Informacje zawarte na naszych stronach służą
wyłącznie celom informacyjnym. Wszelkie problemy
muszą być konsultowane z odpowiednim lekarzem
specjalistą. Autorzy i firma ITS MEDIA nie odpowiadają za jakiekolwiek straty
i szkody wynikłe z zastosowania zawartych na stronach informacji lub porad.
|